wakacyjna loteria

Polskie morze w kontekście planów wakacyjnych, w dodatku w końcówce sierpnia to, bądźmy szczerzy, niezbyt dobry pomysł. Ale w naszym przypadku jedyny możliwy scenariusz do zrealizowania w tym roku. Potrzebowaliśmy odpocząć i pobyć razem. Nie oczekując zatem fajerwerków wyruszyliśmy do Niechorza.

W drodze moja córcia pozwoliła mi się wykazać i licząc na to, że obudzę w sobie „Pomysłowego Dobromira” lub innego Mac Gywera, na S3 koniecznie musiała się załatwić. Na prędce zmontowałam więc nocnik turystyczny z reklamówki i chusteczek higienicznych. Odniosłam pełen sukces. To była dobra wróżba.

Zajechaliśmy na miejsce bez problemów. Dworek usytuowany tuż przy plaży, na wydmach, okazał się być czarującym miejscem. Zatrzymaliśmy się w jednym z kilku domków położonych w jego sąsiedztwie. Mały, biały domek. Drewniane, gustownie urządzone wnętrze. I okiennice. Rano wstawałam, otwierałam okno, a potem zamaszystym ruchem owe okiennice, wpuszczając do środka ciepłe promienie słońca i szum morza… Byłam w raju.

Już pierwszego dnia telefon wpadł mi do morza. Zostałam więc bez numerów telefonów, dostępu do skrzynki mailowej i znajomych z fb. Czas się dla mnie zatrzymał. Porę dnia określałam według położenia słońca, które codziennie, niezmiennie, od rana do wieczora nie chowało się za najmniejszą nawet chmurką. Przeszła mnie nawet myśl, żeby kupić sobie jakiś zegarek na bazarku, ale szybko na szczęście ją zarzuciłam. Byłam wolna.

Brak Endomondo w żaden sposób nie powstrzymał mnie rzecz jasna od porannego biegania wzdłuż brzegu morza. Zabawne jak człowiek nie mogąc złapać oddechu nareszcie czuje, że prawdziwie oddycha. Uciekanie przed wdzierającymi się na ląd falami daje biegaczowi wiele do myślenia. I nie są to myśli ulotne. Wraca się do nich na pewno, choćby na drugi dzień, za sprawą odczuwanych zakwasów 😉

I mogłabym skupić się na zatopionym telefonie, burzy hormonów, niewyobrażalnie zimnej wodzie czy rozbrzmiewającym w kółko z pobliskiego namiotu hicie disco polo „Ona miała suknię kolorową”, ale po co?

Zdecydowanie wolę pielęgnować całą masę pozostałych rozkosznych wspomnień. Wyborne towarzystwo, wspólne śniadania na świeżym powietrzu, wieczorne ogniska, gry i zabawy. Pierwsze od niepamiętnych czasów autentyczne leżenie na plaży z gazetą w ręce. Ba, do tego udało mi się zaliczyć delektowanie wyśmienitym „sex on the beach” z palemką. Bycie pierwowzorem piaskowej syrenki. Beztroskie pląsy na basenie i moczenie w jacuzzi. Wbrew oczekiwaniom pewnego wieczoru na plaży pojawiły się nawet sztuczne ognie.

Nie udało nam się jedynie trafić szóstki w totolotku. Była kumulacja w ubiegłą sobotę. Kupony wysłaliśmy. Helikopter do domu był już zamówiony. Niestety musieliśmy jednak wracać samochodem.

Mimo to uważam, że podczas tego wyjazdu wygraliśmy znacznie więcej.

 

Comments

comments