wyzwania wychowania

Jako rodzice bardzo chcemy, aby nasze dzieci były samodzielne. Mówimy o tym, pragniemy tego, nie możemy się doczekać. Aż samo zacznie chodzić, mówić, jeść, ubierać się, zasypiać, pisać, czytać. Prędzej czy później, z naszą pomocą lub bez, w końcu ono to osiągnie. Na szczęście. Ale co dalej?

Co z byciem faktycznie odrębną, samodzielną osobą? Ze zdolnością zadbania o siebie, o to co czuję, kim jestem, czego mi potrzeba? Ze świadomością swoich mocnych stron, zdolności, z poczuciem własnej wartości? Z posiadaniem własnego zdania, z wyrażaniem opinii, z podejmowaniem autonomicznych (nie zawsze, rzecz jasna, zbieżnych z naszymi) decyzji? Z byciem empatycznym, otwartym człowiekiem, który potrafi odnaleźć się w społeczeństwie? Z byciem człowiekiem, który jest szczęśliwy?

Dalej skrzydła nam nieco opadają. Bowiem bycie rodzicem zmagającym się z trudami wychowania to zdecydowanie ciężka praca. Żmudna i wyczerpująca. Zdarza się, że brak nam sił i cierpliwości. Ale praca ta, drogi rodzicu, niestety wymaga zaangażowania. Nie zrobi się sama. Świadomy rodzic, zorientowany na człowieka, z łatwością przyswoi sobie słowa Janusza Korczaka: „Nie ma dzieci – są ludzie”. Przyjęcie tej prawdy do wiadomości zdecydowanie wymusza postawę otwartości i wzajemnego szacunku w relacjach z dzieckiem. I myślę, że od przybrania właśnie takiej postawy dobrze jest zacząć praktykowanie własnego, świadomego rodzicielstwa. Nigdy nie jest za późno na to, aby rozpocząć je na nowo. Sukces zależy od naszego nastawienia do dziecka, od naszych wspólnych relacji, sposobu komunikacji. Zacznijmy od przeanalizowania tego, w jaki sposób na co dzień rozmawiamy z dzieckiem. Czy okazujemy mu szacunek, czy jednak zdarza nam się je słowami obrażać i piętnować? Czy wyrażamy jasno i wprost o co nam chodzi, a może jednak wygłaszamy monologi nie na temat?

Akcja – reakcja. A zatem jaka akcja – taka reakcja. Chcesz innej reakcji na to co mówisz – zmień to co i jak mówisz. Skoncentruj się na tym, co chcesz osiągnąć, zamiast tracić czas i energię na wypowiadanie pustych słów, które poza Twoja frustracją nie przynoszą żadnego innego rezultatu.

Odkąd zostałam „matką na cały etat” naturalnie dużo więcej czasu zaczęłam spędzać z własnymi dziećmi. Po euforii z tym związanej i przystosowaniu się do nowej rzeczywistości pewne rzeczy zaczęły mi ciążyć. Wydawało mi się, że coraz więcej się czepiam. W zasadzie codziennie o to samo. Męczyło mnie powtarzanie w kółko tych samych kwestii. W pewnym momencie poczułam, że jest to coś, co mogłoby skutecznie odebrać mi radość z przebywania z moimi dziećmi. Nie mogłam na to pozwolić. Dodatkowo, nowy, niezwykle atrakcyjny fakt „dostępnej 24h na dobę” matki, nie mobilizował moich dzieci do samodzielności. Raczej wyhamowały w tym temacie, bo skoro mama jest pod ręką… To też mi się nie podobało. Musiałam działać!

Mawiają, że jeśli chcesz zmienić sytuację – zmień siebie. Postanowiłam zatem najpierw popracować nad sobą. Okazało się, że obranie właściwego sposobu komunikowania się zaczęło przynosić zaskakujące rezultaty. Mniej się powtarzam, daję wyraz swoim uczuciom, okazuję dzieciom szacunek, potrafię zachęcić je do współpracy, stwarzam im przestrzeń do samodzielności i wspólnie uczymy się jak rozwiązywać problemy. Sama nie mogę się nadziwić, ile można zdziałać poprzez odpowiedni sposób porozumiewania się (choć dziwić się nie powinnam, w końcu pisałam pracę magisterską z komunikacji i wywierania wpływu na innych). Odświeżyłam stare lektury, sięgnęłam po nowe pozycje książkowe i zdaje się, że teoretycznie wiem już, w którą stronę zmierzać. W praktyce nie jest lekko, bo to operacja na żywym organizmie. W dodatku w grę wchodzi moje zaangażowanie uczuciowe w stosunku do „operowanych”. Jestem jednak przekonana, że gra jest warta świeczki.

O pomysłach na wyzwania wychowania, które postanowiliśmy jakiś czas temu wcielić w życie, i które u nas się sprawdziły, już niebawem.

Comments

comments