rozmowy w toku

Rozmawianie ze sobą w rodzinie bywa trudne. Małżonkowie się kłócą, rodzice gderają, dzieci nie słuchają, wszyscy wiedzą lepiej. Matka narzeka, ojciec ma zawsze racje, moje zdanie się nie liczy, a twoje pomysły są od czapy. Jeden jęczy, drugi krzyczy, trzeci nie ma nigdy nic do powiedzenia. A jednak wszyscy musimy każdego dnia, w sprawach ważnych czy błahych dochodzić do porozumienia. Mieszkamy pod jednym dachem, tworzymy rodzinę, jesteśmy sobie bliscy. Mimo to, często, tak trudno nam się zwyczajnie dogadać.

Któż z nas, rodziców małych dzieci, nie przekonywał swego dziecka, że nie ma czego płakać, że to nie boli, że wcale nie ma się czego bać? Albo, że to wstyd, że nie wypada lub, że wszyscy będą się gapić/śmiać? Skutki najczęściej osiągamy wówczas zupełnie przeciwne do zamierzonych. Dziecko nadal płacze czy wręcz lamentuje i absolutnie nie przestaje robić tego, od czego przed chwilą staraliśmy się je odwieść.

A gdyby tak zaakceptować to, co słyszymy od naszego dziecka? „To musi Cię mocno boleć”, „Takie rzeczy faktycznie bywają przerażające. Nic dziwnego, że się boisz”, „Widzę, że przestraszyłeś się nie na żarty”. Jestem przekonana, że takie podejście spowoduje, iż pojawi się magia, o której istnieniu nie mieliście pojęcia. Bowiem uznanie uczuć drugiej osoby, powiedzenie jej o tym, sprawia, że czuje się ona zrozumiana. Nagle znika płacz, przepada rozpacz, a strach ucieka gdzie pieprz rośnie. Nie ma już potrzeby manifestowania swojego stanu bo został on zauważony. Teraz można się skupić na czymś innym, np. na poszukiwaniu rozwiązań. Zaakceptowanie tego, co ktoś czuje (nie tylko dziecko!) potrafi zdziałać cuda!

Słuchamy, a jednak się nie słyszymy. Obserwując rozmowy rodziców z nieco starszymi dziećmi lub rodziców między sobą, ów wniosek nasuwa się nader często. Bo, nawet jeśli potrafimy się powstrzymać i nie przerywamy sobie wzajemnie wypowiedzi, to zazwyczaj czekamy tylko, aż dana osoba skończy mówić, tylko po to, aby powiedzieć to, co my mamy w danym temacie do powiedzenia. I wówczas słychać najczęściej: „Wiem, ale”, „No, bo Ty zawsze”, „Tak, tylko że Ty”, „Ok, ja natomiast myślę, że”, „Ja też tak miałem i wiem, że”. Do tego zdarza się, że dorzucamy sporą dawkę sarkazmu bądź ironii. Wiemy lepiej, widzimy więcej, jesteśmy nieomylni.

Warto jednak czasem nastawić się wyłącznie na odbiór! Faktycznie słuchać. Jeśli musisz coś powiedzieć, spróbuj „aha”, „mhm” i słuchaj dalej. Staraj się nie oceniać. Wiem, to trudne. Taka już nasza ludzka natura, że wszystko automatycznie poddajemy ocenie. Dobre, złe; ładne, brzydkie; mądre, głupie. Potrzeba nam wyłączyć autopilota w tej kwestii. Przyjmij komunikat i pozostań otwartym.

Zainteresuj się. Zaciekaw. Zadaj pytanie. Bądź.

Idąc krok dalej – nie bój się ciszy. Ona potrafi nieraz powiedzieć więcej niż tysiąc słów. W trakcie rozmowy, milcząc, dajesz drugiej osobie przestrzeń. Niech ona zrobi z nią co zechce. Może, widząc Cię taką zainteresowaną, zasłuchaną i milczącą, otworzy się przed Tobą?

Zaryzykujesz?

Zachęcam!

Comments

comments

2 myśli na temat “rozmowy w toku

  1. Pierwsza myśl…ona siedzi w mojej głowie,wie z czym się właśnie zmagam.
    Powtarzam..słuchaj słysząc, a potem mówimy,mówimy,gadamy i gadamy. Nadchodzą emocje te nie zbyt fajne i zaczyna się obłęd.
    Cisza…yhy…mmm tak…acha
    Wprowadzam…trzymaj kciuki

Możliwość komentowania jest wyłączona.