kochać to nie znaczy zawsze to samo

Kiedy ponad 10 lat temu urodziłam syna, od pierwszej chwili wiedziałam, że kocham go najbardziej na świecie. Nikt i nic nie było w stanie tego zmienić.

Dwa lata później urodziła się moja córka. Mimo, że od początku z uwagi na jej niepełnosprawność macierzyństwo to było inne, trudniejsze, bardziej wymagające, to moja miłość do córki od pierwszego dnia jest niezmienna. Kocham ją najmocniej na świecie.

Każdego z nich kocham całą sobą, ale relacja z każdym z nich jest odmienna. Nie tylko celowo nazywam ową miłość inaczej (najbardziej i najmocniej), ale również staram się okazywać im ją tak, jak tego potrzebują. Bo każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Ma inne potrzeby i oczekiwania. Moja więź z każdym z nich jest inna. Trudno zbudować taką samą relację z dwoma różnymi osobami, nawet jeśli miałoby się taki zamiar.

Jedną z najczęściej stosowanych zasad przez rodziców jest traktowanie swoich dzieci na równo. Dawanie im tyle samo, tego samego. A przecież każde z rodzeństwa jest oddzielną istotą, z sobie jedynie właściwymi potrzebami i emocjami. Traktując je jednakowo, to po pierwsze oszukujemy sami siebie, a po drugie to sobie próbujemy zrobić dobrze, a nie swoim dzieciom. Tak jest łatwiej i wygodniej. Natomiast niewiele ma to wspólnego z dawaniem według faktycznych potrzeb dzieci oraz z rzeczywistością. Raczej przypomina masową produkcję jednakowych egzemplarzy, która z założenia skazana jest na porażkę.

Moi rodzice mają czworo dzieci. Każde z nas czuje się kochane i ma świadomość tego, że jest dla swoich rodziców kimś ważnym. Zawsze może na nich liczyć tak, jakby było tym jedynym. Dopóki sama nie zostałam matką, a także na początku swojego macierzyństwa, nie potrafiłam pojąć, w czym tkwi sekret moich rodziców. Jak to możliwe, że jest nas czworo, a każdy z nas ma poczucie, że jego więź z rodzicami jest wyjątkowa i niepowtarzalna? Otóż każdy otrzymał i nadal otrzymuje od nich coś innego. Zainteresowanie, miłość, pomoc, reprymenda, czas, którymi nas obdarowują są takie, jakich potrzebujemy. Jedni mniej tego, inni więcej tamtego. Jedni tak, drudzy inaczej. Temu tyle, tamtemu nieco mniej lub więcej. Każdemu według potrzeb. Dzięki temu, jako rodzeństwo, nigdy ze sobą nie rywalizowaliśmy. Bo o co i po co?

Nie każdemu tak samo i tyle samo, tylko jak i ile oczekuje. Tak po krótce można ująć w słowa to, czym w swoim rodzicielstwie kierują się świadomi rodzice.

Od samego początku z każdym Twoim dzieckiem łączy Cię wyjątkowa więź. Budujecie ją powoli i sukcesywnie. Pracujecie nad nią codziennie, świadomie lub nie. Rozmawiając, przytulając się, poświęcając swój czas, uwagę, a także dając swobodę, przestrzeń, okazując szacunek. Każdemu dziecku inaczej, tak jak tego potrzebuje.  Bo jeden przecież różni się od drugiego. Ten poczuje się kochany, jeśli pomożesz mu podjąć decyzje, a inny z kolei poczuje to samo, jeśli pozwolisz, by zadecydował o czymś sam, a Ty uszanujesz jego decyzję. Kochaj mądrze i świadomie. Masz wszystko, czego potrzebujesz.

Znasz swoje dzieci jak nikt inny. Masz naprawdę sporą wiedzę w ich temacie. Nie wahaj się jej używać!

Comments

comments