samodzielność

Dość często podczas moich rozmów z rodzicami przewija się temat samodzielności dziecka. W oczach rodziców, którzy w swojej pamięci nadal mają żywe wspomnienia powrotów ze szkoły z kluczem na szyi i obierania ziemniaków na obiad dla całej rodziny, samodzielność ich własnego dziecka pozostawia wiele do życzenia.

Czasy się zmieniły, to nie ulega wątpliwości. Rzeczywistość, w której żyje współczesna rodzina wygląda zupełnie inaczej niż przed laty. Paradoksalnie sami z jednej strony nie pozwalamy naszym dzieciom na samodzielność, a z drugiej strony tak bardzo niepokoimy się, że samodzielne nie są. Podwozimy do szkoły, ze szkoły, na zajęcia. Stale jesteśmy na łączach przypominając swoim latoroślom o tym, co jeszcze należy zrobić. Kontrolujemy, poprawiamy, wyręczamy. Nie rzadko powtarzamy dzieciom, że ich jedynym obowiązkiem jest nauka. Jednocześnie czujemy, że nasze dzieci nie potrafią same zadbać o siebie. Są rozkojarzone, zapominalskie, nie przejawiają inicjatywy, nawet w kwestiach, które dotyczą ich samych. Hm, ciekawe skąd to się wzięło…

Trudno jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów. Jeśli więc chcemy, aby nasze dziecko było bardziej samodzielne musimy zmienić nasze podejście. Musimy mu stwarzać okazję do wykorzystywania szarych komórek i samodzielnego podejmowania decyzji. Jak? Nie podając wszystkiego na tacy. Nie mieć gotowej odpowiedzi na każde pytanie i jedynie słusznego rozwiązania na wszystkie bolączki. Można nauczyć się odpowiadać pytaniem na pytanie. Jest to świetny sposób na to, żeby dziecko wprost, małymi krokami, przekonywało się o tym, że potrafi samodzielnie podejmować decyzję.

Rodzice żyją w przekonaniu, że jeśli dziecko nie usłyszy dosłownie polecenia, aby zjeść, umyć zęby czy wyjść z psem to samo nie wpadnie na to, aby daną czynność wykonać. Oczywiście nie ma nic złego w bezpośrednim wyrażaniu swoich oczekiwań wobec dziecka. Bywa to jednak dość często nieskuteczne i frustrujące. Sposobem na zachęcenie moich dzieci do współpracy i samodzielności zarazem, który z powodzeniem stosuję od jakiegoś czasu jest opisywanie tego co widzę. Stwierdzenia typu: „buty leżą na środku przedpokoju” czy „widzę papierki po cukierkach na stole” pobudzają moje dzieci do działania. Ja stwierdzam fakt, a one same decydują co z nim zrobić. Najczęściej sposób ten sprawdza się bez zarzutu. Jego niebywałą zaletą jest to, że pozbyłam się poczucia, iż po pierwsze w kółko powtarzam i proszę o to samo i po drugie, że jestem ignorowana.

Takie wrażenie odnosiłam szczególnie zazwyczaj podczas każdego poranka, kiedy moje dzieci szykowały się do szkoły. Codziennie chodziłam za nimi i po kilka razy przypominałam o tym samym. Pewnego dnia przygotowałam listę i wywiesiłam razem z ołówkiem w widocznym miejscu w przedpokoju. Zapisałam na niej najważniejsze kwestie, o które mój syn powinien się zatroszczyć przed wyjściem do szkoły. Z boku przy każdej pozycji zostawiłam miejsce na jej odhaczenie. Tym sposobem wystarczyło, że rano przypominałam mojemu dziecku o liście, a do niego należało już takie zorganizowanie sobie własnych działań, aby wszystkie z wymienionych punktów wykonać i zakreślić na liście. Sukces tego rozwiązania był znacznie większy niż się spodziewałam. Po kilku dniach funkcjonowania listy mojego syna, o swój własny egzemplarz takowej upomniała się moja córka. I oczywiście nie musiała na niego długo czekać. Niestety w przypadku Amelki lista nie sprawdziła się, być może było na nią jeszcze za wcześnie. Za to lista mojego syna ewaluowała w czasie. Zmienialiśmy ją co tydzień aż udało nam się wspólnie wypracować taką, która doskonale sprawdza się po dziś dzień.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której chciałabym wspomnieć. Dotyczy ona nie tylko wspierania samodzielności dziecka, ale jego rozwoju w ogóle. Wzrastanie, niezależność i samodzielność kształtują się u dziecka każdego dnia. Dzieci osiągają kolejne etapy swojego rozwoju, zdobywają wiedzę i umiejętności nie dlatego, że rodzice im każą, ale dlatego, że ludzie bez względu na swój wiek odczuwają ciągłą chęć rozwoju i zmiany, która pcha ich stale do przodu. Nasza mądra, wspierająca obecność i wiara w możliwości własnych dzieci to niesamowite narzędzia. Dzieci potrzebują naszej akceptacji, szacunku i zaufania. Za każdym razem kiedy doceniamy jakieś zachowanie, skupiamy na nim swoją uwagę, pojawia się szansa, że wkrótce ono się powtórzy. Jaki jest więc sens wytykania zachowań, które chcemy wyeliminować? Żaden.

Warto pamiętać również, że zmiana stale się dzieje. Nie zawsze musi być spektakularna. Czasami wystarczy robić czegoś odrobinę więcej lub czegoś nieco mniej. Doceniajmy każdy krok na przód. I pamiętajmy samodzielność, podobnie jak wszystkie inne umiejętności, można opanować tylko poprzez bycie samodzielnym, nie inaczej. Słuchanie o niej, wymaganie jej, przymierzanie się do niej nie wystarczy. Trzeba działać. A kiedy coś pójdzie nie tak – trudno. Porażka mówi nam jedynie tyle, że dziś wiemy więcej niż wiedzieliśmy wczoraj.

Comments

comments