moja sztuka

Od kilku lat sprawiam sobie taką małą przyjemność w urodziny i zasiadam do pisania. Piszę wówczas o sobie. To taki prezent dla mnie ode mnie. Pozwala mi dostrzec to, kim jestem, jak się zmieniam, dokąd zmierzam.

W tym roku świętowanie rozpoczęły z samego rana życzenia od mojej córki, które jak zwykle były oryginalne:

– Mamo życzę Ci… – myśli, myśli – dolarów! Dużo dolarów!

Gdzieś ta nieszczęsna ekonomia, której studiowanie w końcu sobie wybaczyłam, została z mlekiem matki przez nią wyssana. I jak widać robi z niej dziewczyna użytek.

Bo mnie, jakoś tak na przekór, w życiu ostatnio bliżej do zupełnie innych kwestii. Do człowieka. Szczęścia. Spełnienia. Radości.

Wiele mówi się o tym, że aby kobieta mogła się spełniać w życiu i być szczęśliwą, to koniecznie musi zadbać o siebie. Musi wdrożyć w swoim postępowaniu pozytywny egoizm. Przytacza się te porównania do sytuacji awaryjnych w samolocie, kiedy to, aby uratować kogoś, to najpierw samemu trzeba sobie maskę tlenową na twarz założyć. Życie jednak to nie podróż wypasionym airbusem czy boeingiem 737, a egoizm to dla mnie nic więcej jak tylko ładniej brzmiące „samolubstwo”.

Jako dojrzała, 38 letnia kobieta, nie godzę się na pozytywny (ani żaden inny) egoizm, bo go zwyczajnie nie lubię. Ani na konieczność dbania o siebie po to, aby móc lepiej troszczyć się o innych. Doszłam do wniosku, że życie, spełnienie i szczęście to coś znacznie większego. Coś czego po prostu nie zawdzięcza się żadnemu pieszczeniu własnego ego. To coś pięknego, ubogacającego, nie dającego się zaszufladkować… Czym dla mnie jest życie? Odpowiem może tak:

Mój syn przygotowywał się do testu z historii. Odpytywałam go więc z tego, czego się nauczył.

– Apollo? – pytam. – To bóg czego?

– Piękności – pada szybka odpowiedź.

– Mhm. A czym się opiekował?

– Yyy – chłopak myśli usilnie, ale jakoś nic nie może wymyślić. W końcu postanowił sobie zażartować i odpowiada pytająco:

– Lusterkiem?

Nie zdążyłam zareagować, a z sąsiedniego pokoju odezwała się Amelia:

– Sztuką. Pięknością czyli sztuką.

Życie jest dla mnie sztuką właśnie. Sztuką, która nie podlega z góry ustalonym regułom. Twoja sztuka, Twoje reguły.

Jakiś czas temu, nie chcąc stracić ważnej dla mnie myśli, stwierdziłam, że zapiszę ją sobie na pulpicie komputera. Tych myśli ważnych każdego dnia jest jednak tak wiele, że z czasem zabrakłoby mi na nie miejsca. Zrezygnowałam z tego zamiaru. W zamian na ekranie startowym laptopa ustawiłam swoje zdjęcie zrobione przez świetnego fotografa, na którym (powiem to wbrew mojej wrodzonej skromności, odnosząc się do „walutowej” terminologii mojej córki) wyglądam jak milion dolarów. A mówiąc całkiem poważnie, zwyczajnie podobam się sobie. Widzę na nim dojrzałą kobietę, odpowiedzialną, spokojną, spełnioną, szczęśliwą, może nieco zadumaną. Z czasem okazało się, że ustawienie tego zdjęcia było bardzo dobrym pomysłem. Za każdym razem kiedy spoglądam na to zdjęcie, widzę w sobie to, czego akurat mi potrzeba, aby dalej tworzyć swoją własną sztukę tak jak czuję, że będzie właściwie. Nie dobrze czy źle tylko właściwie. Słusznie.

I czasem do głosu dochodzi ta łagodność i pogodne spojrzenie, a innym razem jestem wyraźna i stanowcza jak moje krzyczące paznokcie w kolorze czerwonego ferrari.

Comments

comments

Jedna myśl na temat “moja sztuka

Możliwość komentowania jest wyłączona.