moje włoskie wakacje

„Bandziorno” – powiedziała Amelka gdy dotarliśmy na miejsce naszego włoskiego wakacyjnego szaleństwa. Oho! – pomyślałam – jak tu takie „bandziorno”, to w tym roku znowu wrócę do domu co najmniej bez telefonu! Okazało się jednak, że nasza poliglotka miała na myśli „Buongiorno” i chciała jedynie serdecznie przywitać naszych gospodarzy w ich ojczystym języku 😉

bongiorno

O dziwo, prawie 24 godzinna podróż autem, w którym padła klimatyzacja przy 34 stopniach na zewnątrz, wcale nie wpłynęła na jej entuzjazm i podekscytowanie. Zresztą dzielnie znosiła wszelkie trudy jazdy i uważnie wsłuchiwała się we wskazówki z automapy. Kiedy Krzysztof Hołowczyc mówił: „trzymaj się lewego pasa”, Amelka za każdym razem chwytała swój pas bezpieczeństwa i mocno go ściskała.

auto

Trafiliśmy na wyjątkowo upalny okres we Włoszech. Podobno odczuwalna temperatura wynosiła około 47 stopni Celsjusza. Nic dziwnego zatem, że Amelia w zasadzie przez cały dzień z wody nie wychodziła. To cud, że się w niej nie rozpuściła.

basen

Zwiedzanie Wenecji w taką pogodę, w towarzystwie miliona innych turystów, było nie lada wyzwaniem. A przy Amelkowym częstomoczu i wc za 1,5 euro było również nieco kosztowne. Jednak przede wszystkim dostarczyło nam wielu niezapomnianych wrażeń i wspomnień.

wenecja

Nasze wielkie włoskie wakacje przeszły już do historii. Każdy z nas, wbrew słyszanym z każdej strony i jakże życzliwym „bandziorno”, wrócił z nich zdecydowanie o wiele bogatszy.

monachium

Comments

comments