rozedrgana? ja też tak czasem mam

Czasami wszystko zdaje się być do „de”. Bez jakiegoś wielkiego, szczególnego powodu, a czasem wręcz wbrew całkiem przyzwoitej rzeczywistości. W domu wszyscy zdrowi, wakacyjny wypad za pasem, a i na koncie debet nie taki znowu wysoki. A jednak… Jesteś jakaś taka rozmemłana, niewyraźna, rozedrgana. I za Chiny Ludowe nie potrafisz się wziąć do kupy. Trwasz w takim stanie zatruwając siebie i wszystkich dookoła. I jest coraz gorzej. Bo w końcu prawo przyciągania działa i to co siejesz, to zbierasz. A więc wszystkie okoliczności coraz skuteczniej sprzymierzają się przeciw Tobie. Kawa się skończyła, pralka zepsuła a obiad przypalił. Nic więc dziwnego, że wychodzisz do sklepu niby po arbuza a wracasz z paczką chipsów albo z czekoladą. A może i z jednym i z drugim.

Wszystko oczywiście pochłaniasz w mig a samopoczucie zamiast poszybować w górę, naturalnie zalicza kolejne doły. Co dalej?

„To, czemu się opierasz, trwa uparcie”

Carl Jung

Osobiście trudno mi wrócić na prostą w takich chwilach. Kiedy dopada mnie czasem taka, jak to mówi mój mąż, „niestabilność emocjonalna” próbuję różnych metod. Najczęściej z marnym skutkiem. Ostatnio było mi wyjątkowo ciężko się ogarnąć. Aż w końcu zdecydowałam się poddać. Zaakceptowałam fakt, że czuję się tak, a nie inaczej. Przestałam walczyć i skupiać się na sobie. „Przypadkiem” spotkałam jedną osobę, potem drugą i trzecią, która opowiadając mi o ważnych dla siebie sprawach, dzieląc się swoim doświadczeniem, spowodowała, że wróciłam na właściwe tory. Użycie cudzysłowu jest tu jak najbardziej uzasadnione. Nic bowiem nie dzieje się w życiu przypadkowo. Wszystko dzieje się w jakimś celu. Ich opowieści, prawdziwe, wzruszające, trudne wywołały u mnie wiele silnych emocji. Współczucie, podziw, szacunek. Dzięki nim i empatii odzyskałam równowagę. Tego mi było trzeba – dobra. Uwalniając je spowodowałam, że powróciło ono do mnie blokując jednocześnie cały wcześniejszy marazm i niemoc.

Wnioski mam dwa. Pierwszy to taki, że tylko otwierając się na drugiego człowieka można znaleźć drogę do samego siebie.

Drugi wniosek natomiast jest taki, że moja życiowa dewiza – „zbierasz to co zasiejesz” – działa bez zarzutu. Myślisz, że wszystko jest beznadziejne więc takie właśnie jest. Tkwisz w sytuacjach bez wyjścia bo sama je przepowiadasz, projektujesz i tworzysz. „Nie dam rady”, „To nie dla mnie”, „Ja zawsze mam takiego pecha”. I tak jest.

„Czy uważasz, że możesz, czy też uważasz, że nie możesz, w obu przypadkach masz rację”

 Henry Ford

Przecież Twoje własne życie nie ma zamiaru Cię rozczarować. Daje to, o co prosisz. A gdyby tak spróbować inaczej? Gdyby wygenerować sobie świetlaną przyszłość i założyć z całą pewnością, że taka właśnie będzie? Co ryzykujesz? Ewentualnie tyle, że Twoje plany faktycznie się ziszczą 😉

Moim zdaniem gra jest warta świeczki. Mówisz, że nie możliwe? Nie zgadzam się. Co to dla nas, kobiet? Przecież mówi się, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Działaj. Dalej. Nie daj się prosić. Najwyżej w końcu będziesz szczęśliwa.

Comments

comments