szampan z truskawkami

Matka miała dziś w planie wykład zorganizowany przez turnusowych terapeutów dla rodziców. W czasie jego trwania dzieci miały zapewnioną opiekę w świetlicy. Już miałam wyjść z pokoju, aby zaprowadzić tam Amelkę, ale mój syn, który w ostatniej chwili wkręcił się na ten wyjazd, mówi do mnie: „Po co? Ja się nią zajmę.” A ona na to, jak na lato. Tu go kopnie, tam walnie. To mu zabierze, tamto zniszczy. Generalnie świetny „ubaw”. Co tu robić? Wybrać świetlicę i  święty spokój czy zaryzykować i dać moim dzieciom szansę na nowe doświadczenie, a sobie na sporą dawkę adrenaliny?  Raz kozie śmierć – pomyślałam – i zostawiłam ich samych sobie. W końcu turnusy rehabilitacyjne zawsze traktuję jako formę wszelakiego rozwoju, wobec tego czemu nie wykorzystać tej okazji?!

Wykłady mają to do siebie, że czasem się przeciągają. Ten nie był wyjątkiem. Punktualnie za to, bo o 18:30 mój syn z siostrą za rękę wkroczył do hotelowej restauracji na kolację. Sala wykładowa z przeszklonymi drzwiami była tuż obok, zatem miałam możliwość podziwiać ów widok. Do końca prelekcji zastanawiałam się już tylko nad tym, co zobaczę kiedy wejdę za moment do restauracji.

Do restauracji weszłam, a raczej wbiegłam, bo ostatnia moja wizja dotyczyła gorącej herbaty i tego na ile sposobów mogą się nią oparzyć: indywidualnie, wzajemnie, włączając inne osoby, itp, itd., i co zobaczyłam? Moje dzieci siedzą przy stole, a przed nimi talerze i szklaneczki. W szklankach woda. Zimna. Uff. Przed Amelką na talerzu natomiast chleb z masłem i szynką z odkrojonymi skórkami – zrobiony dokładnie tak samo jak robi jej w domu tata. Kropka w kropkę.

Co tu kryć? Wzruszyłam się.

Zdecydowanie warto było tym razem zaryzykować. Powtarzam często, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Mogę śmiało powiedzieć, że ja dzisiaj dodatkowo otrzymałam go z truskawkami i bitą śmietaną.

Comments

comments