dzień po dniu

Wstajesz rano, zaczesujesz włos, malujesz oko. Wieziesz dzieci do szkoły. W drodze powrotnej robisz zakupy albo umawiasz się z kimś na kawę.

Po drodze do domu wpadasz do przychodni po receptę, do papierniczego po bloki lub mazaki. W domu pranie, sprzątanie, prasowanie. Gotujesz zupę, żeby Twój niejadek zjadł coś ciepłego kiedy odbierzesz go ze szkoły. Zanim to zrobisz wpadniesz jeszcze na pocztę, do urzędu lub banku. W międzyczasie poratujesz sąsiadkę kubkiem mleka lub odbierzesz dla niej paczkę od kuriera. Czasami uda Ci się zrobić coś dla siebie. A innym razem nie masz na to najmniejszej szansy, bo akurat cały dzień kwitniesz w jakiejś poradni specjalistycznej stając na uszach, aby czymś zainteresować swoje znudzone i zestresowane zarazem dziecko.

Odbierasz jedną latorośl ze szkoły, nastawiasz drugie danie i lecisz po kolejne dziecko. A po obiedzie zadania domowe, zajęcia dodatkowe, rehabilitacja. Jednego wieziesz albo na piłkę albo na gitarę a z drugim udajesz się na basen lub inną terapię. Z powrotem lądujesz w domu wieczorem. Kolacja, kąpanie, chwila rozmowy i spanie.

I od nowa. Wstajesz rano, zaczesujesz…

Może ktoś zapytać: „A kiedy przyjdzie czas na życie?”

To właśnie jest życie. Moje życie. Jedyne, wymarzone, szczęśliwe.

Zanim wstanę rano i otworzę oczy leżę w ciszy i dziękuję. Za to, że jestem. Za ludzi dookoła. Za miłość. I za wszystko inne co jest dla mnie ważne. I z tą wdzięcznością w sercu dopiero wstaję i przygotowuję się do przeżycia kolejnego dnia. Przeczesuję włosy, maluję oko i uśmiecham się szeroko do swojego odbicia w lustrze: „To będzie dobry dzień”. Budzę dzieci nieco wcześniej, dając im czas na „wypierzenie”. Dodatkowo nieco czułości i łaskotek z rana procentuje później. Poranki dzięki temu są mniej napięte i nerwowe a akumulatory każdego z nas zdają się być lepiej naładowane na cały dzień.

Kiedy już odwiozę dzieci do szkoły najbardziej lubię wpaść do mamy, aby wypić z nią domową kawę i otulić się tą ujmującą troską o mnie. Na co dzień to ja troszczę się o wszystkich dookoła i o nią zresztą też. Pomimo tego jej kochający wzrok i ciepły głos sprawiają, że czuję się jak kiedyś. Jak ta mała dziewczynka, o którą ktoś się martwi i zabiega. Zawsze wychodzę lżejsza i mocniejsza zarazem, choć obładowana słoikami ogórków kiszonych lub dżemów własnej roboty.

Każdą czynność dotyczącą prac domowych, którą wcześniej jako zapracowany trybik korporacyjny, wykonywałam automatycznie, będąc myślami zupełnie gdzie indziej, odkrywam na nowo. Jestem obecna tu i teraz, ciałem i duchem w tym co robię. Patrzę, słucham, doświadczam. Jestem w kontakcie ze sobą. Wiem co lubię robić, a co nie sprawia mi przyjemności. Nie oceniam co jest dobre, a co złe, a jedynie wyczuwam, co zdaje się być słuszne w danej chwili. Skupiam się na tym, co jest żywe we mnie w konkretnym momencie i staram się to również dostrzegać u innych. Dotyczy to zarówno uczuć jak i potrzeb.

Taka obecność sprawia, że znajduję spokój. On jest dla mnie źródłem otwartości, cierpliwości i siły. Dzięki temu rzeczywistość rzadko mnie przytłacza. Pewnie, że mnie również zdarzają się trudne chwile i czasem łzy same cisną się do oczu. Wtedy staram się jakoś przeżyć, przegadać myśli, wypłakać łzy. Usłyszałam jakiś czas temu od „Dobrej Duszy”, że one są właśnie po to, aby je wypłakać. I faktycznie mnie to pomaga. Wraca spokój i całe dobrodziejstwo, które ze sobą niesie. Cieszy każdy drobiazg, a trudności zdają się być do pokonania. Codzienność przypomina często przepełnioną listę zadań do wykonania. Jeśli dodać do tego całą gamę pojawiających się emocji można uzyskać mieszankę wybuchową. Nie tak straszną jednak jeśli właściwie się do życia nastroić.

Nie chodzi o zwykły optymizm i „szklankę do połowy pełną”. Raczej odnosi się to do tego, z czym się identyfikujemy w życiu? Z problemem, który trzeba rozwiązać; z dzieckiem, które potrzebuje miłości czy z tętniącym życiem, które dzieje się tu i teraz?

W tym sezonie szkolnym, wzorem lat ubiegłych, w naszym grafiku bywa ciasno. Amelka chodzi do trzeciej klasy w szkole integracyjnej. W tygodniu poza zajęciami rewalidacyjnymi z tyflopedagogiem i kompensacyjno – korekcyjnymi Amelia korzysta dodatkowo z integracji sensorycznej i biofeedback’u. Po szkole mamy rehabilitację ruchową, pedagoga, basen, SI, muzykoterapię i hipoterapię. Do tego dochodzą kontrole lekarskie w kilku poradniach specjalistycznych w ciągu roku. Mieszko ma swoje zainteresowania i zajęcia dodatkowe. My z mężem również. W takim natłoku zdarzeń można się pogubić. Zaliczać wszystko po łebkach. Odhaczać. Starać się przetrwać i czekać aż „prawdziwe” życie w końcu się zacznie…

Można też żyć. Świadomie. I czerpać z tego życia radość i poczucie spełnienia. Wbrew przeciwnościom losu, a często być może właśnie dzięki nim.

Comments

comments