czyja to wina?

Jedną z najbardziej przykrych rzeczy jakie stają rodzicowi na drodze ku radosnemu rodzicielstwu są sytuacje konfliktowe między dziećmi. Między dziećmi własnymi, jeśli posiadamy je w ilości większej niż jedno, lub miedzy dzieckiem własnym i cudzym.

Wariant pierwszy bywa chlebem powszednim rodziców rodzeństw w różnych konfiguracjach. Czasami są to sprzeczki o drobiazgi, a innym razem zdarzają się spektakularne afery. Zarówno jedne i drugie są nieuniknionym elementem rodzinnego życia. Duża ich ilość bywa jednak uciążliwa. Z kolei brak umiejętności radzenia sobie z nimi i ich właściwego rozwiązywania dodatkowo uprzykrza funkcjonowanie całej rodziny. Nie rzadko rodzice wycofują się czując, że znajdują się „między młotem a kowadłem” lub na mocy swego autorytetu starają się wcielać w rolę bezstronnego sędziego. Żadne z tych rozwiązań na dłuższą metę nie daje właściwych rezultatów. O ile pierwsze z nich sprawdza się czasem w drobnych sprzeczkach, o tyle stosowanie go do w każdej sytuacji konfliktowej, zwłaszcza potencjalnie niebezpiecznej, zdaje się być ryzykowne i mało odpowiedzialne. Natomiast prowadzenie dochodzenia i ferowanie wyroków zawsze prowadzi do tego, że mamy pokrzywdzonego i winowajcę, ofiarę i złoczyńcę, przegranego i zwycięzcę. Inną, przykrą konsekwencją dla rodzica, może być złapanie kaca moralnego, jeśli z czasem okaże się, że nasz wymiar sprawiedliwości mylił się co do swojego osądu. A przecież można inaczej. Przecież każdy może wyjść z podniesioną głową nawet z najtrudniejszej sytuacji.

Z kolei wikłanie się jedynaków w konflikty z rówieśnikami nie zatruwa nam wielce rodzinnej harmonii. Tutaj sytuacja bywa o wiele prostsza. Dużo łatwiej jest nam bowiem podejść do sprawy, jeśli jesteśmy emocjonalnie związani tylko z jedną stroną konfliktu. Znamy własne dziecko, wiemy czego możemy się po nim spodziewać i najczęściej włącza nam się mechanizm obronny. Wówczas do głosu dochodzi np. „mamusia synusia”. Niektórzy rodzice natomiast, z tych samych powodów, uruchamiają przeciwną postawę pod tytułem: „coś Ty znowu zrobił?” lub „powiedz przepraszam”. Pośrednie wyjście z sytuacji, czyli dociekanie tego, co się faktycznie wydarzyło, może wydać się wyjściem najrozsądniejszym, jednak z wielu powodów takim w rzeczywistości nie jest. Głównie dlatego, że każdy ma swoją prawdę i do tej „obiektywnej” po prostu często dojść nie sposób. Jak mówią, są dwie prawdy: „moja prawda i gówno prawda” I choćby z tego powodu wszelkie prokuratorskie śledztwa – kto zaczął i z jakiego powodu – nie pomogą nam w rozwiązaniu konfliktu. Dodatkowo, o czym już wcześniej wspomniałam, na zakończenie mamy poszkodowanego i jego oprawcę. Mało tego, w tej metodzie czai się pewne niebezpieczeństwo. Często każda za stron czuje się tak bardzo skrzywdzona, że jej uwadze umykają pewne istotne, niewłaściwe, własne działania. Dopiero w toku wyjaśniania tego, co zaszło okazuje się, że na naszym dziecku – krysztale pojawiają się rysy. Druga strona demaskuje pewne zachowania naszego dziecka, które nie mieszczą się nam w głowie. Pojawia się kłamstwo, uczucie zawodu, rozczarowanie. Cała gama trudnych emocji, w obliczu których nie łatwo dziecku, a i nie rzadko nam samym, wyjść z twarzą.

Jak zatem radzić sobie w obliczu sytuacji konfliktowych?

Oddech

Proponuję głęboko pooddychać. Serio. To na początek. Nasz gadzi mózg w takich chwilach odcina korze mózgowej, czyli starej, mądrej sowie, dopływ powietrza. Biedna nie może dojść do głosu, a pałeczkę przejmuje prymitywny model zachowania: „walcz albo uciekaj”. To ta prostsza część mojej metody. Kolejna rzecz może okazać się niezłym wyzwaniem.

Obserwacja

Obserwuj – bez oceniania. Zobacz co masz przed oczyma. Skup się na emocjach i stanach. Co widzisz? Strach, wściekłość, rozgoryczenie, cierpienie, rozgniewanie, ból? W słowach, które padają staraj się dostrzec uczucia jakie za nimi stoją. Dzięki nim dojdziesz do rzeczywistych przyczyn konfliktu. Każde uczucie bowiem jest wyrazem konkretnej potrzeby – w tym przypadku – potrzeby niezaspokojonej. Brak zapewnienia tego, czego w danym momencie człowiek potrzebuje wywołuje u niego przykre uczucia. Powoduje, że zachowuje się tak a nie inaczej, aby zapewnić sobie to, co jest mu w danej chwili niezbędne. Dostrzeżenie uczuć i potrzeb każdej ze stron konfliktu to jedyny właściwy punkt wyjścia do poszukiwania rozwiązania, które zadowoli wszystkich.

Zgadywanki

Na podstawie poczynionych obserwacji przyszła pora na zabranie głosu. Niestety, z uwagi na to, że nie przywykliśmy do rozmawiania o uczuciach i potrzebach, dobieranie właściwych słów bywa pewną barierą. Można w związku z tym brzmieć nieco dziwnie, jednak osiągane w ten sposób skutki wynagradzają wszelkie poniesione trudy związane z formułowaniem wypowiedzi. Często też nasze przypuszczenia co do uczuć i potrzeb to nic pewnego, ale wcale nie musimy oddawać „strzałów w dziesiątkę”. Wystarczy, że przekierujemy uwagę na właściwe tory, czyli na uczucia i potrzeby, zamiast błądzić w zawiłościach „co kto komu zrobił” i „kto kogo ma przeprosić”. Próbując odgadnąć uczucia (prostsze) i potrzeby (trudniejsze) pokazujemy dziecku, co jest dla nas ważne w całej sytuacji. Skupiamy się na nim i jego odczuciach. Pomagamy mu zrozumieć dlaczego każda ze stron zachowała się tak, a nie inaczej. Czego każdemu zabrakło w danej chwili, a było tak bardzo potrzebne. To co się stało, zwyczajnie się nie „odstanie”. Przyjrzyjmy się temu w poszukiwaniu rozwiązania, czyli zapewnienia każdej ze stron poszanowania własnych potrzeb i odnalezienia sposobu na ich zaspokojenie.

Przykładowa sytuacja wzięta z naszego życia:

Młodsza siostra regularnie dopuszcza się wtargnięć pod nieobecność starszego barta do jego pokoju. Czasami po prostu w nim siedzi, nie robiąc nic więcej. Innym razem bawi się jego rzeczami, przegląda jego książki, zostawiając po sobie niemiłosierny bałagan. Tym razem było podobnie. Teraz on na widok bałaganu nakrzyczał na nią, a ona, w odpowiedzi śmieje się, tym samym podkręcając atmosferę. On cierpi. Ona, zadowolona z siebie, aż się prosi, aby obarczyć ją winą i zamknąć sprawę. Zanim dojdzie do rękoczynów miedzy nimi, warto zainterweniować. Skupiam się na tym, w którym emocje aż kipią:

– Jesteś wściekły bo Twoja siostra weszła do Twojego pokoju bez pytania i zrobiła w nim bałagan, a Ty tak bardzo potrzebujesz, aby szanować Twoją prywatność i intymność?

– Ona zawsze włazi do mojego pokoju tylko po to, żeby zrobić mi na złość. Bierze moje rzeczy bez pytania.

– Denerwuje się, kiedy nie pyta się Ciebie o pozwolenie. Potrzebujesz bezpiecznego miejsca, które będzie tylko Twoje i bez Twojej zgody nikt nie będzie się w nim kręcić?”

– Tak. To jest moje miejsce, a ona robi w nim co chce. Ma zakaz, żeby tam wchodzić!

– To jasne, potrzebujesz prywatności.

– Dokładnie

Odczytanie emocji i potrzeb syna nie było trudne. Gorzej z córką. Jej uśmiechnięta mina i wyciągnięty język to przykrywka. Tu będę strzelać:

– Pewnie nieraz zżera Cię ciekawość, co ten Twój brat robi w swoim pokoju? Kusi Cię to do tego stopnia, że przy pierwszej lepszej okazji chcesz to sama sprawdzić?

– Nie- e! – dalej rozbawiona. Zgaduję więc dalej:

– Tęsknisz za swoim bratem kiedy nie ma go w domu? Dzięki temu, że w takich chwilach możesz porobić coś w jego pokoju, to tęsknisz za nim mniej?

– Tak – zmienia powoli ton głosu.

– Potrzebujesz jego towarzystwa i tego, żeby poświęcał Ci swój czas i uwagę?

– Tak – mówi zupełnie już zmienionym głosem.

I tak otwiera nam się przestrzeń do znalezienia rozwiązania z uwzględnieniem tego, czego każda strona potrzebuje.

Rozwiązanie

Dalej jest już z górki. Wejście na odpowiedni poziom, czyli poziom emocji i potrzeb prowadzi do porozumienia. Dzieci często same potrafią znaleźć skuteczne rozwiązanie problemu. Samo uświadomienie sobie własnych uczuć, nazwanie ich, znalezienie ich przyczyny jest niezwykle otwierające. Dziecko pozbywa się myśli, że coś jest z nim czy z drugą stroną konfliktu „nie tak”. Nie skupia się na tym, że jeden z nich jest dobry drugi zły, agresywny czy beksa, nienormalny czy głupi. Dzięki takiemu podejściu pokazujemy dzieciom, że każdy jest człowiekiem bez jakiejkolwiek łatki, ale za to z całą gamą przeróżnych uczuć i potrzeb, które wymagają naszej uważności.

 

 

Comments

comments