wystarczy być

Wystarczy chcieć. Jakiś czas temu, kiedy z wielkim trudem zeskrobywałam ten napis uczyniony szminką na lustrze w łazience mojej koleżanki, dotarło do mnie, że wcale nie. Wówczas rozpadała się czyjaś rodzina i dobre chęci nie wystarczyły, aby ją uratować.

Samo chcenie nigdy nie wystarczy. W żadnym przypadku nie jest ono wystarczające. Zawsze czegoś jeszcze potrzebuje. Aktywności, działania, podążania, czuwania, zaniechania… Od chcenia wszystko może się zacząć, coś może się skończyć, wiele zmienić.

Kluczem jest dla mnie drugie słowo – wystarczy. Słowo, które w naszej rzeczywistości nie jest pożądane, modne czy na miejscu.

Ciągle chcemy więcej, stale mamy mało. Nieustannie za czymś gonimy. Za czymś lepszym, większym, nowszym. Jesteśmy jak worek bez dna. Nie mamy umiaru. Wzbudza się w nas ciągłe uczucie niedosytu i braku. Dążymy gdzieś, gdzie będzie bardziej, mocniej, intensywniej. A gdyby tak rozważyć, że już teraz jest wystarczająco?

Pewien rybak łowił tylko tyle, ile było mu trzeba, aby nakarmić rodzinę. Resztę dnia leżał na plaży i robił co chciał. Widząc to biznesmen nie mógł zrozumieć czemu rybak nie łowi więcej. Przecież dzięki temu miałby pieniądze na kupno łodzi, a wówczas łowił by jeszcze więcej. Zatrudniłby ludzi, kupił następną łódź, i tak dalej. A kiedy byłby już bardzo bogaty mógłby sprzedać swoją firmę za miliony. – I co dalej? – zapytał rybak. – Wtedy mógłbyś leżeć na plaży i nic nie robić! – Ale przecież ja już to robię…

Wiedzieć czego się chce, to jedno. Robić to (czy też dorobić się tego), to druga, inna para kaloszy. Gonić zajączka, czy mieć zajączka? Zmierzamy gdzieś, gdzie będzie tak jak chcemy, żeby było, nie dostrzegając jak jest teraz. Mam na myśli zarówno stan posiadania jak i inne gonitwy. Kolejne kursy, szkolenia, jeszcze dalsze podróże, bardziej ekscytujące wyzwania. Oczekujemy, wręcz wierzymy, że po ich osiągnięciu, zdobyciu, przeżyciu osiągniemy stan szczęścia. Że dopiero wówczas będzie dobrze, nie próbując zauważyć, że być może już w tej chwili tak jest. Jest wystarczająco dobrze.

Że MY, jesteśmy wystarczający. Wystarczająco mądrzy, wystarczająco wartościowi, wystarczająco dobrzy. Nie mamy powodów by się wstydzić, coś udowadniać, na coś zasługiwać. To co mamy w sobie, jacy jesteśmy, wystarczy. Wystarczy by żyć teraz i czerpać z tego radość.

A zatem nie rozwijać się, nie mieć swoich celów i dążeń? Rozwój następuje – czy tego chcemy, czy nie. Jest nieunikniony. Kierunek naszych dążeń jest jeden i ten sam – stale idziemy do przodu. Zmieniamy się. Nabieramy wiatru w żagle lub popełniamy błędy. Żyjemy. Zbieramy doświadczenia, generujemy przemyślenia. Dzisiaj nie jesteśmy tacy sami jak wczoraj, a i jutro odciśnie na nas swoje piętno.

O ileż łatwiej iść jednak do przodu z przekonaniem, że niczego mi nie brakuje w środku, że jestem dokładnie taki jaki mam być, kompletny. Wystarczający by podejmować wyzwania, które stawia przede mną życie. Które ja sam sobie stawiam. Jestem dość dobry. Dość wartościowy. Dość bystry.

Jakże inna staje się wówczas nasza rzeczywistość! Przestajemy skupiać się na tym, aby nadrabiać jakieś wyimaginowane braki. Dostrzegamy wartość tego co mamy, co osiągamy. Łapiemy dystans. Stajemy się bardziej wyrozumiali. Doceniamy. Czerpiemy radość i satysfakcję. Jesteśmy po to, aby być. Żyć w swoim tempie. W kontakcie ze sobą. Tu i teraz.

Nie jutro, nie wczoraj.

Nie bardziej, nie mocniej.

Dzisiaj.

Tak, nie inaczej.

Świadomie.

Raz.

 

Comments

comments