kawa z moim słońcem

Dziś przypadają jej urodziny. Aby wypić urodzinową kawę z moją przyjaciółką zaparzam ją sobie w kubku termicznym i wychodzę z domu. Od kiedy tylko poznałyśmy smak kawy opijałyśmy się nią przy każdej okazji. Kiedyś zażartowałam sobie, że puścimy moich rodziców z torbami przez te nasze kawki, więc następnym razem ona przyniosła ze sobą kawę w słoiczku i wodę w woreczku. Od 19 już lat wszystkie nasze wspólne kawy pijamy poza domem, w jednym i tym samym miejscu. Na cmentarzu komunalnym.

Ania odeszła kiedy skończyłam dwadzieścia lat. Wraz z jej odejściem definitywnie zamknęło się w moim życiu kilka rozdziałów. Minęło sporo czasu zanim zrozumiałam, że jej strata bardzo wpłynęła na moje życie. Nie tylko pozbawiła mnie prawdziwego przyjaciela, ale również uświadomiła, że w każdej chwili mogę bezpowrotnie stracić tych, których kocham. Pewnie dlatego dzisiaj tak bardzo drżę z byle powodu o moich bliskich. Boję się, że ich też zabraknie.

Fizycznie Ani nie ma obok mnie, ale cały czas zajmuje to samo miejsce w moim sercu. Nadal powierzam jej swoje sekrety i rozterki. I faktycznie czasem zjawiam się na cmentarzu z kawą w dłoni. Jednak miejsce tu nie ma znaczenia. Liczy się pamięć, obecność, bycie razem mimo wszystko. Z Anią jest dla mnie po prostu tak, jak ze słońcem w pochmurne dni – nie widzę go na niebie, ale wiem, że ono jest, gdzieś tam, w górze i czuwa.

Wszystkiego najlepszego Słońce <3

Comments

comments