odsunąć się

Niezmiernie cieszę się, że moje ostatnie przemyślenia dotyczące przyszłości Amelii spotkały się z tak licznym odzewem. Tak wielu ludzi stoi lub stawało wcześniej w obliczu podobnego dylematu.

Niejeden czuje, że walka, którą toczy jest nierówna i z góry skazana na niepowodzenie, ale mimo to szarpie się dalej, bo nie widzi innego wyjścia z sytuacji. Ale są i tacy, którzy pomimo trudu i żalu, stanęli w prawdzie i zdecydowali, że nie będą się dłużej kopać z koniem. Zrobili co mogli, aby dziecko nadgoniło, nadrobiło, dopasowało się i w końcu powiedzieli „dość”. Dalej takie postępowanie nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Trzeba było więc zmienić i jedno i drugie. I drogę i cel.

Tę opcję i ja ostatnio wybrałam. Dojrzałam do niej. Nie jest to łatwe, proste ani przyjemne. Tym bardziej wdzięczna jestem wszystkim, którzy odezwali się do mnie i podzielili się swoimi spostrzeżeniami czy doświadczeniami w tej materii.

Miałam okazję wczoraj rozmawiać w temacie młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim i umiarkowanym z dwojgiem ludzi, którzy od wielu lat pracują na rzecz takich osób. Usłyszałam wiele mądrych, pełnych troski i nadziei słów. Jedno z nich przemówiło do mnie szczególnie, a dotyczyło ono właśnie podejścia do pracy nad samodzielnością dzieci niepełnosprawnych. Padło takie sformułowanie, aby pozwolić rodzicom tych dzieci „odsunąć się”. Poczułam, że jestem w domu. To jest idealne nazwanie tego, co czuję.

Samodzielność jest procesem naturalnym. Dzieci rozwijające się prawidłowo, prędzej czy później, dojrzeją do samodzielności. Same jej zapragną i czasem ku zdziwieniu rodziców, że to „już”, wyfruną z gniazda. Instynktownie, przez obserwacje i doświadczenie uczą się jak zadbać o siebie i swoje prawa. Mają również świadomość swoich słabych stron i ograniczeń. Wiedzą jak funkcjonuje świat i co z czym się je. Są w stanie to pojąć.

Taka samodzielność w przypadku mojej córki i wielu innych niepełnosprawnych dzieci nie wchodzi w grę. Jest poza zasięgiem. Takie pojmowanie samodzielności, kiedy zastanawiam sie nad przyszłością mojego dziecka, blokuje mnie już na wstępie. Jest zwyczajnie abstrakcją. A jednak jakoś temat samodzielności ugryźć trzeba. I tu określenie „odsunięcia się” przyszło mi z pomocą.

Ja stale jestem na posterunku. Zawsze w gotowości. Czuwam, wyczuwam, przeczuwam. Radzę, doradzę, zaradzę. Taka jestem, tego nie zmienię, nie chcę. Mogę jednak się trochę odsunąć. Stanąć sobie z boczku. Zrobić nieco miejsca dla innych ludzi. Wpuścić trochę świeżego powietrza. Obie będziemy miały wówczas szansę trochę głębiej pooddychać.

Przez wiele lat takie podejście było dla mnie nie do pomyślenia. Zawsze byłam pod ręką, gotowa do działania. Nigdy nie powstrzymywałam się przed reagowaniem w obawie, że ktoś posądzi mnie o to, że jestem złą matką. Nieczułą, leniwą, która nie interesuje się własnym dzieckiem. Nie widzi, że coś z nim jest nie tak. Zostawia je na pastwę losu. Wstydzi się go. Zaniedbuje.

Od jakiegoś czasu widzę to inaczej. Odsunąć się to nie znaczy umywać ręce i unikać odpowiedzialności, ale pozwolić komuś przejąć odpowiedzialność za siebie, w takim zakresie w jakim jest to w stanie zrobić. Trzeba zaufać sobie, dziecku i światu. Za nic mieć to, co ktoś przypadkowo pomyśli o mnie, ale w to miejsce dostrzec swoją siłę i odwagę. Mieć na uwadze to, że każda decyzja o pozostaniu z boku daje mojemu dziecku szansę na doświadczenie samodzielności.

Odsunąć się to nie znaczy odtrącić.

Odsunąć się to nie znaczy zostawić na pastwę losu.

Odsunąć się to nie znaczy zniknąć.

To wejść do cienia i pozwolić, aby nasze kochane słońce zaświeciło swoim własnym blaskiem.

Comments

comments

Jedna myśl na temat “odsunąć się

  1. Kolejny raz pomaga nam Pani Agnieszko zrozumieć i lepiej zdiagnozować problemy z którymi mamy do czynienia każdego dnia i za to kolejny raz dzięki.Odsunięcie się , które jest w moich oczach wielką sztuką i oznaką miłości dla drugiej osoby nie jest sprawą łatwą .Zawsze mamy z tyłu głowy co ludzie powiedzą, ja przynajmniej tak mam i winię się za to.Taka postawa chyba jest oznaką słabości (i to mnie martwi)Najwyższy jednak czas to zmienić i z pewnością Pani rozważania będą w tym pomocne.Serdecznie pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.