(dys)kwalifikacja

Od marca ciągnie się za nami zaległe szczepienie. Nie lubię szczepić dzieci. Czuję jakiś taki niepokój i dyskomfort. Pomimo tego moje dzieci są szczepione zgodnie z kalendarzem szczepień.

Dzisiaj nadszedł dzień, aby nadrobić zaległości w tej kwestii. Amelii przepadły zajęcia dodatkowe a nasza pediatra akurat przyjmuje dzieci zdrowe we wtorki popołudniu. Wzięłam więc moją córcię z zaskoczenia. Po szkole, nic jej nie mówiąc, zawiozłam ją do przychodni.  Jak tylko zatrzymałam samochód, Amelka od razu przypomniała sobie na co ostatnim razem umawiała się z panią doktor. Z trwogą pyta:

– Przyjechałyśmy się wyszczepić?

– Tak – odpowiadam i automatycznie z jej oczu tryska fontanna łez.

– Ja nie chcę – płacze.

– Wiem. Pewnie się boisz? Boisz się, że będzie bolało?

Amelka, nie przestając płakać, potakuje głową i jak mantrę powtarza – Ja nie chcę. Ja nie chcę…

– Amelko, najpierw pójdziemy do naszej pani doktor. Ona zdecyduje czy możesz dziś być szczepiona czy nie. Możesz z nią porozmawiać. Wszystko Ci wytłumaczy.

Doszłyśmy pod gabinet. Na poczekalni tylko jedna młoda mama z niemowlakiem na rękach. Okazuje się, że oni już są po badaniu wstępnym i czekają tylko na zaszczepienie. Wobec tego idziemy prosto do gabinetu lekarskiego. Pani doktor właśnie chciała wyjść, ale widząc oczy zalane łzami wróciła się i zaprosiła nas do gabinetu mówiąc:

– Witaj Amelko, już wiem po co Ty dzisiaj do mnie przyszłaś. – Po czym zwraca się do mnie – nie będziemy przedłużać stresu. Szybciutko zakwalifikujemy i miejcie to już z głowy.

Poprosiła więc Amelkę do siebie i zaczyna ją osłuchiwać. Amelia po kilku wdechach patrzy na mnie oczyma pełnymi łez i nadziei:

– już mnie zdyskwalifikowała?

Nie mogąc powstrzymać śmiechu, wzruszyłam ramionami na znak, że jeszcze nic nie wiadomo. Pani doktor dokończyła badanie i zaprowadziła nas do punktu szczepień. Przeprosiła mamę z niemowlaczkiem, która widząc krokodyle łzy Amelki, życzliwie przepuściła nas w kolejce. Szczepienie przebiegło szybko i sprawnie. Na zakończenie jeszcze raz pojawiła sie nasza pani pediatra i przyniosła Amelce całą garść naklejek a pani pielęgniarka wypisała dodatkowo piękny dyplom dla dzielnego pacjenta.

Można? Po ludzku, z empatią, życzliwością w służbie zdrowia?

Można!

I pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu chciałam panią doktor „zdyskwalifikować” i zmienić przychodnię.

Dobrze, że jednak zostałam.

Comments

comments