slooow

Kilka ostatnich miesięcy to był dla nas taki niespokojny czas. Ważne wydarzenia, sporo stresu, niepokoju, kłopotów ze zdrowiem, zmiany planów, poszukiwań i decyzji. Wszystko to sprawiło, że z jednej strony zwolniliśmy tempo, a z drugiej jeszcze bardziej uważnie każdego dnia jesteśmy tu i teraz. Nastąpił taki naturalny powrót do normalności, której u nas od dawna nie było.

Oczywiście dotyczy to również Amelki. Najpierw wakacje. W tym roku Amelia brała udział tylko w jednym turnusie rehabilitacyjnym. Niezmiennie naszą „miłością” jest Trening Umiejętności Społecznych, który tym razem miał miejsce w Jadwisinie nad zalewem Zegrzyńskim. Turnus odbył się zaraz na początku wakacji. Resztę wakacyjnych dni Amelka spędziła na naszym osiedlowym placu zabaw. Ponieważ pogoda dopisywała przez całe dwa miesiące, praktycznie nie było dnia bez huśtawek, karuzeli, zabawy w chowanego czy gonitwy na zamku. Nie zabrakło również wyścigów na hulajnogach, gry w nogę, biegania po klombach z kwiatami, rysowania kredami po chodnikach i zabaw w przeciwnych obozach: chłopaki na dziewczyny i dziewczyny na chłopaki. Było więc dużo śmiechu, krzyku, dziecięcej wrzawy, siniaków i zdartych kolan. Tak jak kiedyś, kiedy ja sama byłam mała…

Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego wyjechaliśmy jeszcze na kilka dni do Dziwnowa, gdzie również było tak jak kiedyś. Wzburzone fale, mewy, parawany, zamki z piasku, jagodzianki i gotowana kukurydza. Spacery brzegiem morza, zachody słońca, stragany, cymbergaj i zapach smażonej ryby…

W te wakacje czas biegł powoli, nie za wolno lecz w sam raz. I mimo różnych przeciwności losu było tak błogo. Spokojnie. Dobrze.

Nadszedł wrzesień. Powrót do szkoły. Amelka, z uwagi na wydłużony okres edukacyjny, ponownie poszła do trzeciej klasy. Ma nową Panią, nowe koleżanki i nowych kolegów. Zdaje się, że czuje się z nimi całkiem dobrze. Nasze wakacyjne doświadczenia normalnego życia, bez gonitwy, nadaktywności czy wymyślnych atrakcji, spowodowały, że spodobało nam się takie funkcjonowanie na zwykłych obrotach. W efekcie ograniczyliśmy zajęcia dodatkowe i rehabilitację do tych, które są niezbędne oraz tych, które sprawiają Amelce największą frajdę. Nadal jest to sporo, bo 7 godzin w tygodniu, ale wiele z nich Amelka realizuje w szkole tuż przed lub po lekcjach.

Przestaliśmy się spieszyć. Wmawiać sobie, że to trzeba, a tamto powinno się zrobić. Zrobić, zobaczyć, doświadczyć przeżyć.

Wiemy już, że wszystko można. Dla nas, od kiedy pojawiły się dzieci, a zwłaszcza Amelia, chcieć oznacza móc.

Ale teraz wiemy też, że nie wszystko warto, że nie wszystko nam służy…

Wiemy, że warto być. Mieć czas. Każdej chwili nadawać sens i znaczenie. Bo każda mija bezpowrotnie. Szkoda którąkolwiek przegapić lub zmarnować.

Comments

comments