nie licz baranów

Zastanawiałaś się czasem, co by się stało, gdybyś zaczęła cieszyć się z tego wszystkiego, co Cię otacza? Gdybyś rozpoczynała dzień westchnieniem, że jest Ci w życiu tak dobrze? Jak by to było, gdybyś oddała się w pełni tej radości z rzeczy tak prostych i oczywistych, jak to, że otworzyłaś oczy, że oddychasz, że masz gdzie spać i co jeść? Mogłoby Ci się to spodobać… Mnie bardzo się podoba!

Kiedyś bałam się, że jeśli zacznę celebrować chwile, w których jest mi tak dobrze, w których czuję się szczęśliwa, to los szybko się odmieni, a ja zostanę z niczym. No może jedynie z poczuciem, że nie trzeba było się tak cieszyć, bo przecież wiadomo, że nic nie trwa wiecznie. Pewnie gdybym siedziała sobie cicho, to „złośliwy los” o mnie by nie usłyszał i zostawił w spokoju. A tak, skoro zdecydowałam się wyszczerzyć zęby w uśmiechu, to mi w te zęby, chwile później, ów złośliwiec przyłożył. Sama się o to, głupia, prosiłam.

Tak było kiedyś. Dawno temu. A potem przestałam myśleć (w sensie filozofować lub jak kto woli „kręcić sobie filmy”) i zaczęłam czuć. Wcześniej też czułam, a w zasadzie bardziej skupiałam się na przeczuwaniu różnych rzeczy, które mogą się wydarzyć lub na rozpamiętywaniu tych, które już się wydarzyły. Byłam w przeszłości lub przyszłości, ale nie bardzo potrafiłam być teraz. Jeśli już byłam to pilnowałam, aby być tak jak trzeba, w zgodzie z tym co wypada, pod linijkę lub według wzoru. Bo przecież co ludzie powiedzą? Ilu z nas zadawala sąsiada, koleżanki, konwenanse, a oszukuje samego siebie? Szuka odpowiedzi na pytania o sobie u innych ludzi?

Tymczasem każdy z nas ma w sobie całkiem sprawny barometr i doskonały kompas – uczucia oraz stojące za nimi potrzeby. Kiedy jest nam źle, czujemy np. smutek, złość, przygnębienie czy strach to znaczy, że coś bardzo dla nas ważnego wymaga uwagi. Potrzebujemy być może bezpieczeństwa, uwagi, bliskości lub wsparcia. Potrzeb jest cała masa i są one uniwersalne dla wszystkich ludzi. Różne są jedynie strategie, którymi staramy się owe potrzeby zaspokoić. Kiedy mam wolną sobotę mogę jak zwykle rzucić się w wir sprzątania, bo „zawsze na weekend musi być w domu wysprzątane” albo mogę zastanowić się czego mi tak naprawdę teraz, w tej chwili, potrzeba. Może faktycznie ładu i porządku dookoła, a może bardziej bliskości, łagodności i wytchnienia. Kiedy sprawdzę jak sytuacja wygląda u moich najbliższych, jestem pewna, że uda nam się znaleźć takie rozwiązanie, strategię właśnie, która weźmie pod uwagę potrzeby wszystkich. Zrobimy piżamową sobotę, posprzątamy lub nie, a może w ogóle wyjdziemy z domu i pójdziemy na spacer. Cokolwiek zdecydujemy, zrobimy coś co będzie w zgodzie z nami. Tu i teraz. I bez względu na to co wypada lub co powiedzą inni.

W zamian pojawia się radość. Taka z małych rzeczy właśnie. I wdzięczność. Za każdą chwilę i najmniejszą drobnostkę.  I kiedy wieczorem kładziesz się spać, nie liczysz już baranów. Liczysz te wszystkie małe szczęścia, których na co dzień doświadczasz. Zasypiasz z uśmiechem i budzisz z westchnieniem.

Comments

comments