znieść sobie jajko

Jakoś tak zawsze dotyka mnie i sprawia, że czuję się niekomfortowo kiedy słyszę, że poświęcam się dla mojego dziecka. Zupełnie nie pasuje mi to określenie. Jestem mamą dziecka niepełnosprawnego, która w dodatku zrezygnowała z pracy, aby się nim opiekować. Czyli poświęciłam się, swoje życie zawodowe, kontakty, potencjalną karierę, sukces, niezależność, pieniądze. I jeszcze stale, na co dzień, nadal się poświęcam. Czyli zdaje się, że chodzi o to, iż robię różne rzeczy dla swojej córki. Próbuję wszelakich terapii, odwiedzam specjalistów, przeznaczam swój czas i siły na to, aby żyło jej się jak najlepiej w szkole, w domu, na podwórku. Dotyczy to także innych, bardziej dziwacznych działań jak wożenie jej do kóz, albo na gołębie, które uwielbia, aby mogła na nie sobie popatrzeć, posłuchać ich lub je popłoszyć. Przyznaję się – robię te wszystkie (i wiele innych rzeczy) dla niej. Jednak stanowczo protestuję – ja się nie poświęcam. Ja się angażuję.

Jaka jest różnica między poświęceniem a zaangażowaniem? Istotna. Można ją zobrazować wyobrażając sobie np. jajecznicę na boczku. Dla jej powstania świnia się poświęca, a kura angażuje. I w życiu można zatem, jak ta świnia, dla sprawy się zarzynać, ale można dla odmiany w sprawę się, jak kura, zaangażować.

W opcji pierwszej, z działaniem wynikającym z poświęcenia, przegrywa każdy, nie tylko dająca kosztem siebie, „świnia”. Jej koszty są oczywiste. Robi to, czego nie chce, ale z różnych względów uważa, że musi, że tak trzeba i że innego wyjścia nie ma. Że życie ją zmusza. Taki już jej los. Ciągle dręczy się pytaniami „za jakie grzechy?” lub zatruwa się myślami, że to jej wina, że sobie na wszystko zasłużyła. I daje z siebie, od ust odejmuje, żyły sobie wypruwa i nikt jej nawet nie podziękuje. Żyje w tym swoim błocie ulepionym z żalu, rozpaczy i beznadziei. Bo przecież innego wyjścia nie ma… Świnia” więc, tkwiąc w beznadziei, płaci swoim życiem. Przecieka jej ono przez palce. Nie troszczy się o siebie, nie bierze siebie pod uwagę, nie dostrzega, nie rozpieszcza. Udaje, że ona się nie liczy, że nie ma potrzeb, że woli zadowalać wszystkich wokół. Taka „Matka Polka”, siłaczka, kobieta ze stali lub z żelaza. Sfrustrowana, zmęczona, nierozumiana. A po drugiej stronie są inni ludzie, najczęściej Ci najbliżsi, karmieni przy okazji całą tą żółcią. Bo przecież z pewnością albo sukcesywnie się ona wylewa – przez kąśliwe uwagi, narzekanie, jęczenie – albo kiedy nabrzmiała granica wytrzymałości pęka jest krzyk i łzy, a słowa, które padają ranią jak żyletki, tną jak sztylety. Po obu stronach pozostaje żal, ból, niesmak, niezrozumienie, poczucie winy, wstyd…

A to nie jest ani moja rzeczywistość, ani moja bajka. W mojej bajce jest kura, która angażując się w robotę, decyduje się dać coś od siebie, jednocześnie nie robiąc tego swoim kosztem. Jeśli przyjmiemy (a w moim rozróżnieniu to warunek kluczowy), że jajka to nie pisklęta, a jedynie zmaterializowana „kurza energia życiowa” – to kura daje z siebie i niczego nie poświęca. Zdarza się, że ona czasem z czegoś rezygnuje. Jednak generalnie kura żyje po to, żeby wzbogacać życie swoje i innych kur. Ona dokładnie wie co i dlaczego robi. Wracając zatem do mojej rzeczywistości, ja faktycznie zrezygnowałam i stale rezygnuję z różnych, mniej lub bardziej, istotnych i ważnych w życiu rzeczy. I tak: rzuciłam pracę,  wycofałam się z niektórych relacji, odpuściłam beztroskę, wyjazdy z koleżankami czy wyjścia bez dzieci. Zamiast rozmowy o sobie wybieram mówienie o chorobie mojej córki. Czasem rezygnuję z książki, kawy czy innej chwili dla siebie, wybieram obejrzeć bajkę zamiast serialu, na obiad zrobię frytki choć miałam ochotę na łososia ze szpinakiem. Za każdą z tych decyzji stoi jednak mój świadomy wybór. Raz mniej, a innym razem bardziej przemyślany. Dlaczego? Bo chcę mieć wpływ na to, co robię. Chcę kierować swoim życiem. Chcę decydować na co przeznaczam swoją energię. Samo chcenie jednak to za mało. Aby podejmować decyzje warto mieć wgląd w to, co w danej chwili, jest dla człowieka ważne. Jakie jego potrzeby, wartości, chcą być zauważone. Czy to mój dobrostan czy kontakt z drugim człowiekiem? Niezależność, szacunek, wspólnota, a może poczucie sensu, spełnienie, wdzięczność? Jeśli wiem co to jest, zyskuję jasność, co do motywów swoich działań. Łatwiej mi wtedy także otworzyć się i z ciekawością poszukać tego, co kieruje drugą osobą, co dla niej jest ważne. Dopiero wtedy warto poszukać możliwości działania. Ten proces właśnie nazywam „zaangażowaniem”

Ja staram się być zaangażowana. Ważne jest dla mnie, aby działać z wyboru. Zależy mi na tym. Przyglądam się sobie. Temu, co mi w duszy gra. Czego potrzebuję. Sonduję też innych. Sprawdzam czego im trzeba. Szukam możliwości, opcji, sposobów, które uwzględnią obie strony. Chcę, aby wybrane rozwiązanie służyło każdemu. Aby każdy był „win – win”. Wygrany i zadowolony. I choć moje decyzje czasem, z boku mogą wyglądać jak „poświęcenie” czy „rezygnacja”, dla mnie są świadomym wyborem, uwzględniającym potrzeby moje i mojego dziecka. Dającym nam obu to, na czym w danej chwili, zależy nam najbardziej.

Pewnie, że czasem dopada mnie zmęczenie. Czuję się sfrustrowana, samotna, niezrozumiana. Wtedy wiem, że potrzebuję morza empatii, odrobiny otuchy i nieco wsparcia. Jeśli tylko w takich chwilach się sobą zaopiekuję, wracam w pełni zaangażowana. Mogę znowu działać. Materializować swoją „kurzą energię”. Ona zresztą szybko do mnie wraca. Bo przecież to co siejesz, zbierzesz.

Jeśli zatem poświęcasz się, mówię Ci: przestań! Skończ z tym!

Nie mówię jednak: rzuć to co robisz. Tylko: zatrzymaj się i pomyśl po co to robisz. Po co zadajesz sobie ten trud? Co jest w tym ważnego dla Ciebie? Co, tak naprawdę, dzięki temu zyskujesz dla siebie? I wtedy zdecyduj czy nadal chcesz to robić. Bo zawsze masz wybór. Tylko kiedy decydujesz się na coś nieświadomie, poddając prądowi, idziesz na rzeź. A kiedy coś wybierasz robić i wiesz dlaczego (bo widzisz w tym sens, dostrzegasz coś ważnego, większego i odnajdujesz wartość swoich działań) to wówczas angażujesz się i dajesz z serca, nie oczekując niczego w zamian. I paradoksalnie w zamian całkiem sporo dostajesz. Satysfakcję, spełnienie, radość, wdzięczność…

Takie własne złote jajka.

Comments

comments