rodzic u władzy

Każde dziecko jest wyzwaniem. Przekonuję się o tym na co dzień, spotykając rodziców, którzy bywają zrozpaczeni tym, co dzieje się z ich dzieckiem. Przychodzą sfrustrowani, podłamani, w poczuciu totalnej niemocy. Mówią mi o tym, że mają „niedobre dziecko”, „dziesięcioletniego cwaniaka” lub „bezczelną smarkulę”. Żalą się, że nic na dzieciaka nie działa, żadne kary, zakazy – no może szlaban na komórkę daje chwilową zmianę – ale poza tym nic. Zachowuje się skandalicznie, nie liczy się z nikim. A oni przecież od zawsze wszystko dla niego co najlepsze, nieba mu chcieli przychylić, dać to, czego sami nie mieli…

Nie oceniam ich. Nie szufladkuję. Nie potępiam.

Słucham. Jestem obok. Pomagam nazywać ich złość, rozczarowanie, bezradność, żal, smutek, ból, zawód… Niosę wsparcie w poszukiwaniu tego, co wywołuje owe uczucia. Wspólnie odkrywamy jak wiele niezaspokojonych potrzeb ukrytych jest pod płaszczykiem utkanym z frustracji i bezsilności… Towarzyszę w szukaniu możliwości i sposobów jak zmienić to, co uwiera, nie służy i zawodzi.

Nachodzą mnie jednocześnie refleksje, którymi chcę się podzielić.

Jestem przekonana, że ludzie są dobrzy. Rodzimy się niewinni, otwarci, ciekawi. Przychodzimy na ten świat, aby dawać i brać, przyczyniać się do dobra swojego i innych ludzi. Cywilizacja, którą od tysiącleci tworzymy, na wiele sposobów stara się zmienić sens ludzkiego istnienia. Niemniej jednak pojawiający się na tym świecie człowiek, nie ma o tym bladego pojęcia. Jest czysty, nieprzesiąknięty żadną ideologią, powinnościami. Nie gra w żadne gierki, nie manipuluje, nie kombinuje.

Jest raczej trochę niepewny, bezradny, ale i pełen chęci do życia. Potrzebuje, abyśmy go zauważyli, zaakceptowali, wspierali. Jednocześnie bardzo chce z nami współpracować. Od pierwszych swoich dni uczy się wszystkiego obserwując nas i naśladując. To my pokazujemy temu małemu człowiekowi jak świat działa.

Począwszy od tego, że smutek i płacz wynikający z rozłąki można ignorować lub ukoić w ramionach. Ból po stracie zabawki bagatelizować lub go dostrzec i zaakceptować. Chęć decydowania o sobie, sprzeciw tępić lub zauważyć. Możemy zatem człowieka w tym małym ciele, od pierwszych jego dni, tresować lub traktować z szacunkiem i godnością. Czyli dostrzegać jego uczucia i potrzeby jednocześnie biorąc na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Widzieć człowieka i być człowiekiem. Tworzyć relację, w której jesteśmy prawdziwi i autentyczni, bez zadęcia i bycia wszechwiedzącym.

Rodzic to nie przyjaciel ani kumpel. Ale to też nie omnibus, żandarm czy wróg. Bycie rodzicem wyłamuje się z każdej innej kategorii. Rodzic – dziecko to relacja jak żadna inna. Z jednej strony jest olbrzymie zaufanie dziecka. Jego życie jest w moich rękach. Jest ono bezbronne. Od tego czy je nakarmię i otoczę opieką zależy czy ono przeżyje. A więc po drugiej stronie jest władza. Mam władzę, która jest niezwykłym darem i wyzwaniem. Władzę, którą mogę sprawować nad dzieckiem lub władzę, którą wykorzystam z dzieckiem – nigdy nie tracąc go z oczu. Co to dla mnie znaczy?

Rodzicielstwo to odpowiedzialność za cudze życie. Jestem dorosła, mam większe doświadczenie życiowe, mam władzę, odpowiadam za dziecko. Decydując, dokonując wyborów dotyczących mojego dziecka (zarówno tych dużych, życiowych jak i tych zwyczajnych, codziennych), chcę brać je pod uwagę, chcę je uwzględniać, chcę widzieć w nim człowieka. Moja władza jest dla niego, a nie nad nim. Słyszę więc moje dziecko, widzę, staram się je zrozumieć zanim coś postanowię. Dostrzeżenie, zauważenie i wysłuchanie to nie jest akceptacja. Nie oznacza zgody, a jedynie wyraża szacunek dla drugiego człowieka. Poszerza perspektywę. Zwiększa szanse na znalezienie rozwiązań biorących pod uwagę obie strony. A to z kolei buduje kontakt, wspiera współpracę, wzmacnia wzajemne zaufanie.

Dziecko nie żyje w oderwaniu od tego, czego jest świadkiem i czego doświadcza. To, co dajemy naszemu dziecku od pierwszej chwili jego życia, wraca do nas w mgnieniu oka. To, jakim człowiekiem jest w tej chwili, nie spadło z nieba. To nasze dzieło. Wypadkowa wszystkich naszych słów, działań, zaniechań, decyzji, nie tylko tych w stosunku do niego. Jeśli zatem nie jesteś zadowolony z tego, co stworzyłeś, zawsze możesz coś zrobić. Pamiętaj, to Ty masz władzę.

Możesz zmienić siebie.

I obserwować jak zmieni się Twoje dziecko.

I cały świat wokół Ciebie.

Comments

comments