huśtawka

Czas kwarantanny obfituje w różnego rodzaju tarcia i spięcia. Zdalne nauczanie dolewa oliwy do ognia. Zmęczenie, rozdrażnienie i frustracja czasem wybucha to u jednego, to u drugiego, trzeciego i czwartego członka naszej rodziny. Bywa więc burzliwie. Jednocześnie mam wrażenie, że wprost proporcjonalnie do ilości trudnych sytuacji, zdarzają się też takie nad wyraz poruszające i kojące.

Tak jakby życie, będące huśtawką przeżyć i emocji, w czasie pandemii bardzo się nam rozbujało. Raz jesteśmy wysoko z tyłu. Niezwykle napięci, jak łuk gotowy by zaraz wystrzelić. Nabuzowani jak wulkan, który za moment wybuchnie. Wkurza nas wszystko. Mlaśnięcie, chrząknięcie, mrugnięcie. To źle, to nie tak, to byle jak. Trudno radzić sobie z takimi silnymi, nieprzyjemnymi emocjami. Zarówno swoimi jak i wówczas kiedy przeżywają je najbliżsi.

Innym razem z kolei nasza huśtawka życia, zdarzeń i uczuć wychyla się do przodu. Wtedy zalewa nas wdzięczność za najmniejszy drobiazg, patrzymy na siebie sercem, nosimy na rękach, wzdychamy, przytulamy, wyznajemy miłość, przychylamy nawzajem nieba. Jesteśmy tacy szczęśliwi, wdzięczni, spokojni, spełnieni…

Niech się buja to nasze życie. Byle by tylko nie zbyt intensywnie, jak teraz, bo chwilami ma się człowiekowi na wymioty. I oby się bujać nie przestało. Co to byłaby za frajda mieć huśtawkę i nie pozwalać jej się kołysać. Przecież po to ją stworzono, aby unosiła się raz w górę, raz w dół. To sens jej istnienia. Raz z przodu, raz z tyłu. Z wiatrem i za moment pod wiatr. Bo „celem naszego życia jest wy-śmianie całej naszej radości i wy-płakanie wszystkich naszych łez.” jak mawiał Marshall B. Rosenberg. Bycie w tym, co się wydarza, póki jest, ponieważ niechybnie za moment minie. A zatem niech huśtawka naszego życia się kołysze. Bo równowaga dla huśtawki to koniec. Podobnie jak dla akcji naszego serca prosta linia oznacza śmierć.

O ile bycie w górze z przodu, czyli doświadczanie radości i przyjemności przychodzi nam z łatwością, o tyle górka z tyłu, w trudach i znojach bywa nie lada wyzwaniem. Jak mu sprostać? Moim zdaniem warto się uczyć siebie, swoich reakcji. Budować w tym względzie swoją świadomość. Szukać sposobów na zrozumienie uczuć i ich przyczyn. Wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia, poznać swoje potrzeby. Dla mnie nieocenionym wsparciem w radzeniu sobie z emocjami, w ich rozumieniu, jest idea nvc (Porozumienia bez Przemocy), którą od kilku lat zgłębiam. Ponadto, na co dzień, aby regulować swój nastrój i mieć lepszy kontakt ze sobą, łapię się różnych sposobów. Zależy mi na tym, by potrafić być również w tych trudnych momentach na huśtawce. Nie zamykać wówczas oczu i nie walić na oślep. Chcę być świadoma kiedy jest mi źle i nie ranić w takich chwilach ani siebie ani nikogo innego. Pomaga mi w tym właśnie idea nvc. A poza nią mam jeszcze kilka swoich sposobów, technik, dróg. Taką swoją „skrzynkę z narzędziami”, do której sięgam, kiedy jest mi źle. Dzięki niej jest mi dużo bezpieczniej na mojej życiowej huśtawce. Może i Ty zdecydujesz się stworzyć swoją własną skrzynkę?

A na koniec chciałabym się podzielić z Wami tym, co mnie wczoraj poruszyło. To jeden z takich momentów, kiedy czujesz, że bujasz się naprawdę wysoko i że podoba Ci się jak cholera. Lubię takie perełki pielęgnować i wracać do nich myślami w trudnych chwilach.

Leżę na macie. Kończę sesję jogi. Mam zamknięte oczy i oddycham głęboko. Po chwili czuję jak otula mnie miękki koc. Szczerze mówiąc to zakrył mnie całą i ktoś teraz usilnie stara się, niezbyt zgrabnie zresztą, ale jednak, odkryć moją twarz. Ostatecznie udaje mu się. Dzięki temu dostrzegam duże, radosne oczy mojej córki, która pełnym troski głosem mówi: „Przykryłam Cię, żeby nie było Ci zimno w czasie tej relaksacji. A Ty już skup się na głębokim wdechu i rozluźniającym wydechu. To jest Twój czas.” Po tych słowach, całuje mnie w czoło, kładzie swoją głowę na moich piersiach i zostaje ze mną do końca sesji.

Najpiękniejsza relaksacja „ever”.

Comments

comments