być jak kokos

Pamiętam, że w dzieciństwie często słyszałam: „Nie bądź takie miękkie jajo!” Słowa te padały zwłaszcza wtedy, kiedy reagowałam płaczem na różne kwestie. Kiedy coś mnie bolało, bałam się czegoś lub gdy z czegoś rezygnowałam. Nie było fajnie być miękkim jajem. Wstydziłam się.

Miałam dwa wyjścia. Albo zagryzałam wargi, zaciskałam pięści i ze wszystkich sił udawałam, że jestem twarda jak skała. Połykałam wtedy łzy, wycierałam nos, udawałam, że nie czuję bólu, strachu czy sprzeciwu. Wówczas luzie dookoła odzyskiwali komfort i spokój, do którego mi było w takich chwilach jakże daleko. Albo jednak zanosiłam się od płaczu, tonęłam w rozpaczy lub wycofywałam się, rezygnowałam, umierałam ze strachu, czyli byłam jajkiem na miękko. Skutek był taki, że ludzie obok mnie żegnali się ze swoją strefą komfortu. Nie było im w smak takie „miękkie jajo”. A we mnie z kolei pojawiała się taka dziwna mieszanka: trochę wstydu, smutku, ale jednocześnie odrobina ulgi i ostatecznie jakiś dziwny stan – coś na kształt spokoju.

Najczęściej jednak wybierałam pierwszą opcję. Dziś taką postawę nazywam „na kokosa”. Na zewnątrz duży, twardy, nie do ruszenia. Wszystko raczej po nim spływa, jest szczelnie zamknięty. Teoretycznie bezpieczny w obyciu, bo można nim nawet rzucić o podłogę, a on będzie trwał. Do czasu jednak. Bo jeśli pęknie, a za którymś razem tak się w końcu stanie, to bywa dramatycznie. Jego środek bowiem jest mięciutki, delikatny, a samo centrum wręcz płynne. Istnieje ryzyko, że to cenne wnętrze przepadnie i zostaną same połamane skorupy…

Ryzykownie być kokosem, prawda? Pomimo tego wielu ludzi w taki właśnie sposób żyje. Twardo, szybko, po wierzchu. Bez emocji lub tylko z tymi, z którymi wygodnie. Bez prawa do łez, wrażliwości, strachu czy zażenowania. Kokos nie pozwala sobie na nie. Nie znosi ich też u innych osób. No bo co z nimi robić? Jak na nie reagować? Jak się odnaleźć w ich obliczu? Hm, nieprzyjemne uczucia można próbować zagłuszać, ignorować, odsuwać. Każdy kto próbował wie, że działania te odnoszą marne skutki. Uczuć nie da się wyrzucić. Wrócą jak bumerang. Pomimo tego kokos wybiera tę syzyfową drogę. Inna oznaczałaby zgodę na bycie „miękkim jajem”, „beksą” czy też „niestabilnie emocjonalnym wrażliwcem”. A przecież zawsze nam powtarzali, że trzeba być twardym, nie dawać się, nie płakać, nie bać się, nie rozczulać… Słuchali tego mali chłopcy (oni zdaje się zwłaszcza) jak i małe dziewczynki. Słuchali mali, ale słuchali też i duzi. Chyba każdy w swoim życiu choć raz usłyszał, że „twardy ma być, nie miękki”! Tak zostaliśmy wychowani.

No właśnie. Nikt nas nie nauczył jak przeżywać nieprzyjemne emocje. Nikt nam w nich nie towarzyszył. Nikt nie powiedział, że one też są w porządku.

Tymczasem złość, niemoc, strach, rozpacz czy bezradność jest ok. Każde nieprzyjemne uczucie jest ok. Dobrze jest je czuć, choć nie jest to komfortowe. Są sygnałem, który niesie cenne informacje o nas samych. O tym, co jest dla nas ważne. Chcą zadbać o nas, o nasze granice, o nasz dobrostan. Wystarczy ich posłuchać.

Jak to zrobić?

O tym za tydzień.

Póki co, jeśli ktoś mimo wszystko wybiera, aby pozostać w życiu kokosem, to czemu nie?! Bycie kokosem nie jest złe. Warto jednak mieć świadomość, że uparte bycie kokosem grozi przerobieniem na wiórki!

Comments

comments

Dodaj komentarz