(nie)śpiąca królewna

Amelia od zawsze miała kłopoty ze spaniem. Od grudnia ubiegłego roku nasiliły się one bardzo. W okresie około noworocznym było źle. Amelia zasypiała (a właściwie przegrywała heroiczną walkę z potwornym zmęczeniem) około 2 w nocy z słuchawkami wygłuszającymi na uszach. Po kilku godzinach wstawała.

Kiedy minął szał sylwestrowych strzałów, czyli w połowie stycznia, pożegnaliśmy się z słuchawkami, ale jakość i długość snu nadal pozostawia wiele do życzenia. Bywało lepiej i gorzej, ale dobrze nie było w zasadzie nigdy.

Amelia boi się chodzenia spać. Spina się, jest niespokojna. Po trzech godzinach spania przebudza się i ma kłopot, aby zasnąć ponownie. Czasem budzi ją ból nóg. Ale najczęściej przebudza się bez uchwytnego powodu. Wierci się, kręci, czuwa, męczy.

Dodatkowo zmiana sytuacji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie pomaga jej w odzyskaniu spokojnego snu. Brak rehabilitacji (SI zwłaszcza), odcięcie od (życiodajnych dla Amelki) kontaktów z innymi ludźmi, mniejszy ruchu, brak swobodnej zabawy na powietrzu, brak huśtawek, stresujące sprzężenia i pogłosy podczas lekcji on-line, konieczność skupiania uwagi podczas wyjść, aby nie dotykać wszystkiego wokół, nie wkładać palców do buzi, nosa,

Dzięki wielu podpowiedziom, wskazówkom i radom oraz na skutek własnych poszukiwań, dociekań i obserwacji staramy się odnaleźć najlepszy „przepis” na spokojną, dobrą, przespaną noc. I tak:

  • przygarnęliśmy do spania szumisia (taka fajna przytulanka, co to szumi całą noc do ucha)
  • szyjemy wałki odciążające (takie, na które kładzie się nogi podczas spania),
  • poduszki odprężające pachnące lawendą,
  • zmieniamy materac,
  • w domu montujemy hamak,
  • konstruujemy huśtawkę na działkę,
  • praktykujemy jogę na relaksację i dobry sen,
  • stosujemy masaże dociskowe,
  • pracujemy nad uważnością i interocepcją (rozpoznawanie sygnałów płynących z ciała),
  • chodzimy do lasu, na łąki i pola,
  • pasiemy kozy (tak, tak – Amelia uwielbia meczenie kóz – to ją odpręża).

Oczywiście nie wszystko na raz. Obserwujemy co działa, a co nie i powoli, pomalutku wprowadzamy te nowe sposoby, opcje i możliwości, które zmieniają cokolwiek na lepsze. Trudne to wyzwanie bo wymaga sporo uważności i cierpliwości.

Niby taka prosta rzecz – wyspać się. Niestety u nas to spore wyzwanie. Kiedy nie śpi Amelia, nie śpię też ja. Zmęczenie i frustracja sięga czasem zenitu. Do tego dochodzą różnego rodzaju obawy, wątpliwości. Pojawia się bezradność i beznadzieja. Człowiek nie ma sił czasem na nic. Brak snu na dłuższą metę to okropna tortura. Doświadczając skutków niewyspania na własnej skórze jestem jeszcze bardziej zdeterminowana, żeby ulżyć w tych mękach swojemu dziecku.

Wierzę, że dzięki tej determinacji, w końcu obie będziemy spać spokojnie.

Comments

comments