jak przetrwać z rodziną?

Czas jesienno -zimowy w ogóle, a obecne życie (bardziej wycofane w domowe zacisze z powodu koronawirusa) zwłaszcza, narażają nas na przeróżne rodzinne napięcia. Nowe wyzwania, jak zdalne nauczanie, kwarantanny czy izolacje powodują , że wszyscy członkowie rodziny próbują odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Bywa więc niepewnie, nerwowo, trudno. I czasem, mimo szczerych chęci, postanowień i starań utrzymanie dobrej i życzliwej atmosfery w domu graniczy z cudem.

Jeśli więc atmosfera w domu siada, a człowiekowi opadają już ręce, to warto zacząć od tego, aby przestać. Przestać a) obarczać się winą za zaistniały stan b) obwiniać innych. Nie wiem dlaczego tak uparcie zawsze dążymy do znalezienia kozła ofiarnego? Cóż to zmieni w sytuacji? Na ile pomoże rozwiązać problem? Co najwyżej obudzi w nas chęć wymierzenia ‘sprawiedliwości’, która również do poprawy atmosfery się nie przyczyni. Spróbujmy inaczej.

Neutralność

Zamiast oceniać czemu by nie opisywać? Dostrzegać co się dzieje. Jak kamera, która jedynie rejestruje zdarzenia i ich nie interpretuje. Zrezygnowanie z roli prokuratora czy sędziego na rzecz bacznego, bezstronnego obserwatora może pomóc nam zrozumieć to, co się dzieje między członkami rodziny.

Ciekawość

Kusi nas, żeby wiedzieć szybko i lepiej. To niestety niesie ze sobą zagrożenie, że będziemy wiedzieć pozornie, w dużym uproszczeniu, schematycznie. A gdyby tak zaciekawić się? Odrzucić stereotypy, uprzedzenia, przesądy i otworzyć się na nowe? Nic nie zakładać. Nie nastawiać się, że to „na pewno znowu on zaczął, bo przecież on już taki jest zadziorny i ciągle ją zaczepia”. A zamiast tego zaciekawić się. Nie po to jednak by rozstrzygać, przesądzać, ale po to, by się dowiedzieć. Poznać neutralnie (patrz pkt1).

Otwartość na różne wersje

Ks. Tischner mawiał, że prawdy są dwie: „moja prawda i gówno prawda”. I coś w tym jest. Każdy człowiek postrzega świat przez swój subiektywny pryzmat. Nie oznacza to, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje, a jedynie, że każdy członek rodziny ma swoje subiektywne spojrzenie na siebie, na innych i na cały otaczający świat. I nie chodzi o to, żeby szukać tej wspólnej, jedynej wersji, co do której będziemy się w stanie wszyscy zgodzić. Raczej idzie o to, żeby otworzyć się na poznanie innych wersji. Zobaczenie różnych perspektyw. Przyjąć, że może być ich wiele. A kiedy nam się uda otworzyć na wielowersyjność, zaakceptować ją, to wówczas zyskamy szansę na lepsze zrozumienie własnej rodziny. Pomóc nam w tym może ciekawość i neutralność właśnie.

Wyodrębnienie

Problem mogę umieścić w osobie – powiem wówczas, że mój partner jest upierdliwy i czepia się o drobiazgi. Mogę też „wyjąć problem poza osobę” i powiedzieć, że mamy z partnerem różne spojrzenie na to, co warto czasem przemilczeć. Jesteśmy wówczas: ja i partner oraz różne spojrzenie, na które wspólnie możemy się irytować. Daje nam to szansę na przyjrzenie się problemowi i uporanie się z nim, zachowując jednocześnie życzliwość i szacunek do siebie nawzajem. Stajemy razem kontra trudność, a nie przeciwko sobie.

Widzieć głębiej

Powierzchowne spojrzenie na zachowania ludzi i ich etykietowanie, na krótką metę, zdaje się porządkować świat. Niestety w perspektywie długoterminowej, życiowej, skutecznie blokuje rozwój relacji. Gdyby tak odkleić się od łatek i (wykorzystując neutralność i ciekawość, zgadzając się na to, że każdy ma swoją wersję/perspektywę) spojrzeć inaczej? Ojciec może wściekać się, że syn jest nieodpowiedzialnym gówniarzem, a syn, że ojciec to wapniak, który chce mu narzucić banały sprzed pół wieku. Jeśli zaś spojrzeć na zachowanie ojca w kategorii troski, a podejście syna odczytać jako dążenie do autonomii, to bliżej już do rozmowy. Dostrzegając pod etykietami, które przychodzą nam do głowy, uniwersalne wartości, bliskie każdemu człowiekowi, otwieramy się na drugą osobę i dialog z nią. Nie widząc głupka, fajtłapy, lenia, buntownika można zobaczyć ludzi, dla których ważna jest wolność wyboru, wsparcie, niezależność, szacunek. Zmiana kategorii, a raczej patrzenie głębiej, dalej, poza, otwiera zupełnie inną płaszczyznę do porozumienia.

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć tezę XVII wiecznego filozofa Gottfeida Leibniza, który uważał, że istniejący świat jest najlepszy z możliwych. Parafrazując ją można uznać, że Twoja rodzina jest w tym momencie najlepsza z możliwych. Bo gdyby mogła być lepsza, to by była. Na tu i teraz jest najlepsza. Nikt z nas nie popełnia błędów celowo, nie podejmuje złych decyzji z premedytacją. W danym momencie każdy z członków rodziny działa najlepiej jak potrafi. Wobec tego, wracając do punktu wyjścia, nie szukaj winnego.

Szukaj wzajemnego szacunku.

Patrz neutralnie, z ciekawością, przyjmując, że Twoja wersja nie jest jedyną i ostateczną prawdą objawioną. Oddzielaj problem od człowieka, który jest czymś więcej niż etykietką. Zarówno Ty jak i on nie jesteście doskonali, ale jesteście najlepszymi wersjami samych siebie na tu i teraz.

 

 

Polecam książkę „Jak dogadać się w rodzinie”
prof. Bogdan de Barbaro, Danuta Kondratowicz

Comments

comments