plaster z łagodności

W miniony weekend moja koleżanka obchodziła urodziny. Urodziny, których mogła nie doczekać. Szczęśliwie, kilka miesięcy temu, wygrała pojedynek o życie z rakiem piersi. Choroba pozbawiła ją piersi, ale nie zabrała życia.

Zadzwoniłam więc do niej, podekscytowana i szczęśliwa, chcąc życzyć jej w dniu urodzin wszystkiego co najlepsze. W natłoku myśli i lawinie słów, na koniec rozmowy, rzuciłam: „żyj pełną piersią, kochana!”… Słysząc swoje słowa, czułam jak momentalnie krew odpływa z mojej głowy. Że co ja powiedziałam przed chwilą do kobiety po mastektomii?!

***
Komu nie zdarzyło się w życiu palnąć jakiejś głupoty? Albo zrobić z siebie kretyna? Zazwyczaj w takim momencie nieźle ujeżdżamy po sobie. Jak mogłem? Co za debil ze mnie?! O czym ja myślałem?! Żenada! Tragedia! … I utykamy na jakiś czas w spirali swoich oceniających myśli. Pan krytyk z wnętrza ma niezłe pole do popisu.

Cóż, rzadko kiedy umiemy sobie radzić inaczej w takich momentach. Otwieramy pudełko z krytykiem, bo takowe nam sprezentowano w podobnych sytuacjach w dzieciństwie. Raczej żaden dorosły nie cieszył się na popełniane przez nas błędy. Reagowali oni podobnie jak dziś reaguje nasz krytyk. To właśnie z ich repertuaru on teraz czerpie. Śpiewki ma te same. I odtwarza je przy każdej okazji kiedy damy jakąś plamę.

Ktoś powie: „I co zrobisz, jak nic nie zrobisz?!”. A ja mówię, że mamy w tej sytuacji co najmniej kilka wyjść i możliwości. To, które stosuję najczęściej i lubię najbardziej to „plasterek z łagodności”.
Zaczynam od tego, że kieruję swoją uwagę na intencję. Czyli zastanawiam się o co mi chodziło, co chciałam wyrazić, uzyskać, przekazać? Chwytam się tego. Widzę dobre zamiary i niekoniecznie szczęśliwie dobrane środki do ich realizacji. Środki (słowa, działania), które dały kompletnie inny wyraz niż planowałam. Pomaga mi to spojrzeć na siebie z życzliwością i łagodnością. Przyklejam ów „plasterek z łagodności”. Przyglądam się swoim uczuciom i temu co jest dla mnie ważne. Na tym się skupiam. Tu zostaję na trochę, żeby potem z tego miejsca wrócić do świata.

***
Chciałam dobrze.
Wyszło niefortunnie.
Trochę to zawstydza.
Trochę boli.
Trochę smuci.
Bo zależy mi na tym, aby umieć jasno wyrażać swoje intencje i dobierać właściwe słowa.
Bo cenna jest dla mnie ta relacja.
Bo chciałam sprawić radość i dać wyraz swojej życzliwości.
Jednocześnie ufam, że pomimo niezbyt szczęśliwie dobranych słów, Ona wie o mojej serdeczności.
I, kto wie, może „pełna pierś” zabolała tylko mnie…

Comments

comments