na wynos

Byłam u rodziców w te Święta przez chwilę. Na długość kolędy, może dwóch. Wychodząc od nich byłam obładowana. Pudełko bigosu, ciastka, sweter zrobiony na drutach przez mamę, taty dowcip i odłamany kawałek opłatka.

Wzięłam też ze sobą ich miłość.
W tym roku wszystko jest na wynos.
Miłość też.

Wzięłam ją zatem.
Niosłam ostrożnie do swojego domu.
Planowałam ją dobrze schować, aby była bezpieczna, by została ze mną na zawsze.

Nie udało się.
Rozlałam ją zaraz po wejściu do domu.
Na szczęście!

 

 

Comments

comments