szczęście

– Nie mam jeszcze takiej wagi jaką chciałam mieć na koniec roku – oznajmiłam dzień przed Sylwestrem nieco rozczarowanym głosem. Podparłam ręką brodę i siedzę taka raczej zrezygnowana. – Nie pomalowałam też krzeseł, a od wiosny farba stoi na balkonie. I nie nauczyłam się, a przecież planowałam, choćby kilku chwytów na gitarze…
Przygryzłam wargę, uniosłam brew.
– Hmm… – odezwałam się po chwili. – Chyba powinnam być nieszczęśliwa?!
– Dlaczego? – zapytał mąż przysłuchując się moim rozważaniom.
– No bo coś, co sobie zaplanowałam się nie wydarzyło. Nie zrobiłam tego, nie osiągnęłam, nie udało mi się.
– I w związku z tym jesteś nieszczęśliwa?
– No właśnie nie! Nie jestem – odparłam nieco zdziwiona.
– Okeeej – powiedział powoli małż. – Chyba nie bardzo wiem do czego zmierzasz?
– Nigdzie nie zmierzam – odpowiedziałam po chwili uśmiechając się pod nosem. – Już dotarłam we właściwe miejsce.
– Czyli?
– Przestałam już wybierać się tam, gdzie czegoś nie ma lub coś się nie wydarza. Po prostu to zauważam. I puszczam. Trzymam się za to tego, co jest, co mam, co się udaje. Za to jestem wdzięczna. I dzięki temu czuję się szczęśliwa z 5 kilogramami nadprogramowej wagi, odrapanymi krzesłami i Bóg wie z iloma jeszcze innymi niezrealizowanymi planami.

To nie szczęście wywołuje wdzięczność
To wdzięczność szczęście daje.

 

 

Comments

comments