złość

Wybuchnęłam.
Wrzeszczałam.
Wyładowałam swoją złość.

Niektórym ludziom wydaje się, że nie jestem zdolna, aby wybuchać i wrzeszczeć. A jednak! Nie zdarza mi się to często co prawda… Nawet powiedziałabym, że wydarza się to sporadycznie, ale jednak się wydarza. Potwierdzą to moi bliscy, a być może i sąsiedzi (ach te cienkie ściany )

Nie ma w tym nic złego, że człowiek wybucha. Czasem zwyczajnie nie potrafi inaczej. Widzę jednak trudność w naszym podejściu do złości i jej wybuchów. Wstydzimy się jej, boimy. Piętnujemy za jej wybuchy zarówno siebie jak i innych. Nie lubimy złości. Nie lubimy siebie, kiedy się złościmy. Nie lubimy innych, gdy ci się złoszczą.

Nic dziwnego. Złość bywa często niszczycielską siłą. Im bardziej ignorowana czy spychana w głąb siebie, tym bardziej niebezpieczna. Kumuluje się i naciąga niczym burzowy front.

A gdyby tak dać jej szansę?

Ja swoją złość lubię. Wiem, że mam w sobie taką burzową część. Uznaję, że jest. Nie mam zamiaru jej się pozbywać. Mimo, że jej odczuwanie nie jest przyjemne, wiem, że sama złość działa w moim interesie. Kiedy robi się zbyt gorąco to ona właśnie przynosi rozładowanie. Złość to moja prywatna burza, z którą udało mi się dojść do porozumienia.

Po pierwsze nie jest już ona rozszalałą nawałnicą, która przychodzi znienacka. Potrafię rozpoznać fakt, że się zbliża. Daje mi czytelne znaki. Znam te błyski i grzmienie z oddali – rozpoznaję napięcie i frustrację, które, jeśli je zignoruję, szybko przerodzą się w burzę z piorunami. Staram się zatem zajmować się nimi na bieżąco.

Po drugie, wyładowania, jeśli do nich dojdzie, są mniej groźne. A to dzięki temu, że staram się wrzeszczeć o sobie, o swojej frustracji i niemocy. Krzyczę, że ja, a nie, że ty. Wyrzucam to, co się we mnie dzieje. Próbuję nie rzucać pretensjami czy wyrzutami. Pilnuję, żeby nie obwiniać, nie krytykować.

I po trzecie, w zasadzie najistotniejsze, mam świadomość, że burza pojawia się wtedy, kiedy sama nie potrafię zadbać o siebie. Ona przychodzi, aby mi pomóc zaopiekować się tym, co dla mnie ważne. Z jakiś powodów straciłam to z oczu, zaniedbałam lub zignorowałam. Złość pokazuje mi, że dotarłam do granicy i pora coś z tym zrobić.

Moja burza – moja złość – nie jest przeciwko komukolwiek.
Jest o mnie.
Jest dla mnie.

Można się z nią dogadać.
Nauczyć się z niej czerpać.
Transformować w konstruktywną energię.

W końcu każda burza daje szansę na tęczę.

Comments

comments