fale

Kilka ostatnich dni było dla mnie ciężkich. Targały mną trudne emocje. Spięcie, niepokój, niepewność, irytacja, rozczarowanie. Taka mieszanka wybuchowa, z którą nie wiadomo jak się obchodzić, żeby nie wybuchła. Jednocześnie nie chciałam jej zagłuszać czy ignorować. Chciałam ją przeżyć. Pobyć z nią. Wy-czuć ją.

Skoro się pojawiła (z wiadomych zresztą dla mnie przyczyn) to chciałam zrobić jej miejsce, dać przestrzeń, ugościć ją nijako, by mogła się naturalnie skończyć, wyczerpać, przeminąć.

Nie było to łatwe zadanie. O ile w przypadku doświadczania radości i zadowolenia, takie podejście bywa naturalne, o tyle w odniesieniu do przykrych emocji, niekoniecznie. Raczej próbujemy udawać, że ich nie ma, staramy się je przegonić, zagłuszyć. Tymczasem one też są ważne. Mówią o tym jak się mamy. O tym, co jest w nas żywe, prawdziwe.

Ignorowane, wcale nie znikają. Są raczej jak dzieci, które domagają się naszej uwagi. Niezauważane, krzyczą jeszcze głośniej.

Pomimo tego uciekamy od przykrych emocji. Chyba boimy się ich doświadczać. Być może dlatego, że wydaje nam się, iż mogą nas pochłonąć do reszty i nigdy światu nie oddać. Niestety, tak to nie działa. Żadne szczęście nigdy nie trwało w nieskończoność. Smutek, złość, obawa też nie będzie.

Uczucia są jak fale. Przychodzą i odchodzą. Czasami ledwie obmywają nasze stopy, a innym razem zalewają nas aż po czubek głowy.

Życie polega na tym, by cieszyć się z każdej fali.
By każdą zauważać.
By ją wy-korzystać.

Żyjemy po to by wy-śmiać wszystkie nasze radości
i wy-płakać wszystkie nasze smutki.

To właśnie jest szczęście.

Być we wszystkim, co przynoszą fale.

 

Comments

comments