szersza perspektywa

Była 12:40. Zdyszani wpadliśmy do przychodni. Mieliśmy umówioną wizytę na 12:30. Nikogo nie było w kolejce do rejestracji.

– Proszę – odezwała się jedna z siedzących w niej pań.
– Dzień dobry. Mam dziś wizytę z synem u pani doktor G. na 12:30… – mówię lekko zawstydzona, bo spóźniliśmy się już jakieś 13 minut. – Na nazwisko Adamczak – dodałam.
Pani (o dziwo!) nie sprawdzając żadnej listy pacjentów, donośnym tonem, oznajmia:
– Proszę przyjść za godzinę.
– Za godzinę? – pytam zdezorientowana.
– Jest przesunięcie. Doktor przyjęła dodatkowych pacjentów i godziny się przesuwają.

Że co? Ale jak? Kurde no!

Wkurzyłam się. Zorganizowałam opiekę dla córki. Na godzinę, do półtorej. Po tym czasie mam ją odebrać. Normalnie z palcem w nosie zdążylibyśmy się wyrobić, ale teraz?

Po chwili zapaliła mi się lampka. W sumie jest już 12:45. Czyli jeśli przesunięcie jest o godzinę, to kwadrans już minął. Może jednak wyrobimy się, tak na styk, pomyślałam. Chcąc doprecyzować, zapytałam:

– Czyli, o której pani doktor nas przyjmie?
– Czego pani nie rozumie? – usłyszałam w odpowiedzi na swoje pytanie. – Mówię, że doktor przyjmie panią za godzinę. Za godzinę! Rozumie pani co mówię?

Odniosłam wrażenie, że ta kobieta ma mnie za upośledzoną i w związku z tym zaczyna mówić do mnie drukowanymi literami. Pomimo tego nie daję za wygraną:

– Za godzinę licząc od teraz, czy licząc od godziny, na którą mieliśmy planowo mieć wizytę? – dla mnie to kwadrans różnicy, który stanowi o tym czy rezygnować z wizyty czy ryzykować. Pani w okienku poczerwieniała. Sapnęła, po czym odezwała się:
– Godzina, pani! Godzina! Chryste, nie wie pani co to godzina?!

Czułam, że również zalewa mnie fala czerwonej złości. Chciałam głęboko zaczerpnąć powietrza, ale nie było to łatwe. Pomimo tego postanowiłam nie rezygnować z oddychania. Wyszłam na zewnątrz. Syn, do tej pory milczący, odezwał się w końcu:

– I co robimy?
– Nie wiem. Muszę dojść do siebie – odparłam.

Coraz bardziej jasne stawało się dla mnie, że chyba się z tą panią nie zrozumiemy. Byłam zawiedziona, że wizyta, na którą tyle czekaliśmy najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku. Dobijało mnie to, że zamiast empatycznego wyjaśnienia i wsparcia otrzymuję odpowiedzi, które pogłębiają moją frustrację. Nie chciałam ryzykować spóźnienia po córkę i nie miałam ochoty na rozmowę z tą panią, w takim tonie.
– A Ty młody, co myślisz?
– Mi obojętnie. Zrób tak, żeby było dobrze.

Po chwili weszliśmy z powrotem do przychodni.

– Rezygnuję z wizyty. Proszę o inny termin – powiedziałam. – Córka została pod czyjąś opieką na czas tej wizyty i muszę ją niebawem odebrać. Nie mogę dziś czekać.
– Nowy termin będzie za 3 miesiące – burknęła nadal nadąsana pani podając mi na kartce konkretną datę i godzinę nowej wizyty.
– Trudno. Dziękuję. Do widzenia.

Zajęło mi sporo czasu, żeby ochłonąć. Trudno było mi zobaczyć w pani rejestratorce człowieka. Dostrzec jej frustrację i być może zmęczenie, zniechęcenie? A może nawet sprzeciw czy zażenowanie? Może też wkurza ją niesłowność, brak dotrzymywania terminów, robienie zamieszania. Może ma dość przekazywania tych ‘radosnych’ informacji pacjentom i mierzenia się z ich reakcjami na nie. Może chciałaby coś zmienić, ale nie ma wpływu na to, że lekarze wciskają ludzi poza kolejnością. A może mierzy się w swoim życiu z czymś, co utrudnia jej codzienny uśmiech i życzliwość. Coś z pewnością stoi za jej zachowaniem, a ja mogę nie mieć bladego pojęcia o tym, co to jest. Podobnie ona zupełnie nie wie o moich życiowych wyzwaniach i trudnościach. Nie chcę natomiast abyśmy z tego powodu rzucały się sobie do gardeł.

Każdy z nas mierzy się z różnymi rzeczami, o których inni nie mają pojęcia. Zanim się pogryziemy, spróbujmy zobaczyć się nawzajem.

Nie chodzi mi o szukanie usprawiedliwień dla czyiś czynów lub słów, lecz o przyjęcie szerszej perspektywy. Dostrzeżenie drugiego człowieka. Tego, że ma swoje uczucia, troski, wyzwania, marzenia. Że podobnie jak ja, zmaga się z życiem, najlepiej jak umie.

Pomaga w tym świadomość, że nikt nie robi niczego przeciwko mnie, lecz ku sobie. Czasem w tragiczny sposób. Taki, który może ranić i oddalać ludzi od siebie.

Jednak to ode mnie zależy jak odbiorę czyjeś słowa i czyny.
Jak wezmę je do siebie.
Jak je zinterpretuję.

Nie daj się złapać w wąskie ograniczenia własnego ego.
Szukaj człowieka w człowieku.
Łap szerszą perspektywę!

Comments

comments