rozmowa

Jestem zmęczona i niewyspana po kolejnej burzowej nocy. Dużo tego lata burz, które to przerażają moją córkę i powodują, iż źle sypia i stale żyje w napięciu. Dojeżdżamy już powoli na działkę. Może uda się mojemu zestresowanemu dziecku nieco wyluzować i choć na chwilę zapomnieć o sprawdzaniu prognozy pogody na najbliższe godziny, co stało się ostatnio jej nawykiem. Przepełnia mnie nadzieja na lekkie, przyjemne popołudnie.

– Zaraz wskakujemy do basenu! Brachu, wykąpiesz się ze mną, prawda? – radosnym głosem pyta Amelia. Na to mój syn odpowiada sucho:
– Nie. Nie brałem nawet kąpielówek.
– No ej… Ale jak…

Milczę.

Amelka przeżywa swój zawód coraz głośniej i żałośniej.

Czuję jak zaciska mi się szczęka. Nozdrza mi się rozdęły. Zalewa mnie fala gorąca. Staram się głęboko wciągać powietrze. Jadąc na rowerze raczej sapię niż spokojnie oddycham.

– Amelciu, zależało Ci na wspólnej zabawie w basenie? – mówię do córki, chcąc pokazać jej, że widzę jej rozczarowanie. Jednocześnie sama je przeżywam. Jestem zła i zawiedziona bo liczyłam na nieco wsparcia ze strony syna.
– Tak – odpowiada nadal rozżalona. – I co ja teraz zrobię? Tak bardzo chciałam się z nim kąpać!
– No wiem… – moja złość nie odpuszcza. Porywa mnie. Daję się jej sprowadzić z powrotem na manowce, na które nie chcę już wracać i wiem jak tego nie robić, a pomimo tego tym razem daję się ponieść:
– Trudno Amelko! Mieszko tak wybrał. Ma do tego prawo. Pozostaje nam uszanować jego wybór. – Mówię, już chyba nawet nie skrywając złości. – Pamiętaj, że Ty też masz prawo do dokonywania swoich wyborów! I Twój brat też wtedy będzie je szanował!
– O co Ci chodzi, mamo? Mam się kąpać kiedy ona tego chce, mimo, że sam nie mam na to ochoty?
– Ona zawsze staje na bramce kiedy tego chcesz – syknęłam. – A Ty nie możesz wskoczyć z nią do tego basenu?!
– Tak nie jest! Ja jej do niczego nie zmuszam. Ona lubi stać na bramce. To Ty właśnie próbujesz mnie do czegoś przymusić …

Zamilkłam. Słysząc te słowa ogarnęło mnie współczucie. Doskonale pamiętam jak się czułam kiedy w dzieciństwie (i nie tylko wtedy) zmuszano mnie do wielu rzeczy, gubiąc mnie przy tym z oczu. Nikogo w takich momentach nie interesowało to, co jest dla mnie ważne. Miałam jedynie robić to, czego ktoś ode mnie oczekuje i to bez szemrania. Co z tego, że w bólu niezrozumienia, osamotnienia, poczuciu bycia nic nie wartym, beznadziejnym. Miałam się naginać, dostosowywać, być posłuszną, grzeczną potulną: „Natychmiast przeproś! Nie interesuje mnie to, co masz w tej sytuacji do powiedzenia. Już!”, „Masz to zrobić teraz, bez dyskusji. Ale już!”, „Dzieci i ryby głosu nie mają”, „Nikt nie pyta Cię o zdanie. Tak ma być i kropka”…

Tymczasem wcale nie chodzi o to, co ma być zrobione czy powiedziane. To tylko opcje. Ważne jest to, żebyśmy jako ludzie chcieli się nawzajem zobaczyć. Rozwiązanie przyjdzie samo. Będzie pochodziło z miejsca spotkania się dwóch ludzi. Pozwoli każdemu poczuć, że jest ważny, że ma znaczenie, że się liczy. Odkładając na bok konkretne żądanie można się otworzyć na to, co rzeczywiście istotne. Można zobaczyć to, co powstrzymuje kogoś od tego, aby postąpić tak, jak mi na tym zależy i jednocześnie dostrzec to, czemu mi zależy. Nie nauczono nas spotykać się w taki sposób. U źródła. Pokazano nam jedynie jak można szarpać się na brzegu, uparcie tkwiąc przy swoich racjach. Tymczasem warto wejść do wody. Zanurzyć się w tym, co naprawdę ważne. Dostrzec potrzeby swoje i innych. Spróbować wziąć je wszystkie pod uwagę.

Kiedy dojechaliśmy na działkę byłam już gotowa na dalszą rozmowę:
– Przepraszam Cię. Zdenerwowałam się. Zależało mi, żeby było miło i przyjemnie. Żebyśmy się wyluzowali i żeby przyszło nam to łatwo. Wymyśliłam sobie, że najlepszym sposobem na to będzie wspólne wskoczenie do basenu. Podobnie myślała Amelia. Kiedy powiedziałeś, że nie będziesz się kąpać, sytuacja się skomplikowała.

Syn słuchał z uniesioną brwią.

– Byłam zła. Mówiłam, że szanuję Twoją decyzję i jednocześnie dawałam Ci do zrozumienia coś zupełnie przeciwnego. Że musisz się zgodzić. Przepraszam Cię. Nie musisz. Tak po prostu byłoby mi łatwiej.

Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.

– Rozumiem – powiedział po chwili. – ja też chciałem miło i przyjemnie spędzić czas, ale dla mnie to oznacza granie w piłkę a nie siedzenie w basenie.
– Jasne. Wolisz grać niż wchodzić do wody.
– Tak, nie mam zamiaru wchodzić do wody – w jego głosie czuć było zdecydowanie i pewność siebie. Po chwili, już zupełnie innym tonem, dodał – nie muszę jednak grać w nogę. Mogę poodbijać z Wami piłkę. Wy będziecie w wodzie a ja nie. Przynajmniej nikt nie będzie musiał co chwilę wychodzić z basenu po piłkę.
– Ekstra! – powiedziała z entuzjazmem Amelia. – Takie rozwiązanie to ja szanuję!

 

 

Comments

comments