gospodarz

To, że akceptuję deszcz nie oznacza, że wyjdę z domu bez parasola!

Podobnie rzecz ma się z odczuwaniem przykrych emocji. To, że akceptuję ich odczuwanie, przyjmuję je, nie oznacza, iż jestem wobec nich bezbronna.

Gdyby tak spojrzeć na człowieka jak na gospodarza domu, do którego przychodzą różne emocje. Gospodarz taki wita je w drzwiach, wpuszcza do środka i gości. Ciekawy jest po co i z czym przychodzą. W towarzystwie jednych jest mu lżej, a z innymi bywa mu trudniej. Nie mniej jednak, to on jest gospodarzem, wobec tego nie pozostawia gości samych sobie tylko zajmuje się nimi. Świętuje i raduje się przyjmując przyjemne doznania do siebie oraz smuci wraz z bólem, który go nawiedza. Jako uprzejmy gospodarz nie wyprasza go, ale szuka dla niego dogodnego miejsca. Tak, żeby się nie rozpanoszył. Może zrobić mu miejsce na kanapie, otulić kocem i podać ciepłej herbaty. Ból (smutek, żal, rozpacz, zawód) tym samym będzie miał w nas swój kąt, do którego możemy czasem zaglądać, kiedy będziemy czuć się na siłach. Dzięki temu nie będzie on miał zapędów do przejmowania całego budynku. A z czasem, kto wie, być może zdecyduje się w ogóle wyprowadzić.

Przyjęcie takiej perspektywy ma dodatkową zaletę. Powoduje, że lęk, smutek, rozczarowanie przestają nas zalewać. Nie są bezkresną falą, ale zostają sprowadzone do pewnej ograniczonej formy, z którą łatwiej się obchodzić. Są czymś, czemu sami w wyobraźni możemy nadać kontur, kształt a nawet kolor. Czymś, co dzięki temu można zobaczyć z każdej strony. Z czym być może lżej będzie rozmawiać, co łatwiej będzie zrozumieć…

 

 

Comments

comments