zmiana

Po drodze do przyjaciółki wstąpiłam do marketu. Teraz rzadko robię zakupy w tym miejscu, a dwadzieścia lat temu byłam tu stałym bywalcem. Biegałam w szpilkach między regałami z dokładnie upudrowaną facjatą i przylakierowaną grzywką, w skupieniu pakując do wózka tylko markowe, dobrze rozreklamowane produkty.

Dziś stoję do kasy w leginsach z bawełny ze zrównoważonych źródeł, bluzce z lumpexu i traperach jeszcze pamiętających poranny spacer po lesie. Twarz bezwstydnie muśnięta tylko kremem (odpowiednim dla wegan), ale za to rozjaśniona pogodnym uśmiechem. W ręce trzymam bezalkoholowe wino i zdrową, ekologiczną przekąskę bez glutenu i laktozy.

Naszła mnie refleksja, że człowiek nieustannie, niezauważalnie się zmienia.

Jestem tą samą osobą co dwadzieścia lat temu, a jednak zupełnie inną. Zmiany widoczne gołym okiem to tylko wierzchołek góry lodowej. Są zauważalnym wynikiem tego, jak bardzo zmieniłam się w środku. Jak inna jest teraz moja świadomość, wartości, priorytety.

Warto pokierować zmianą, która w nas zachodzi. Nie zostawiać jej samej sobie. Czas i tak upłynie zmieniając nas mimowolnie. Niech będzie to zmiana, która będzie nam służyć, z którą będzie nam dobrze, której dla siebie pragniemy.

Jak to zrobić?

Słowami.

Warto zacząć od słów, które mówimy sami do siebie i o sobie samym.

Niech będą wyrazem samoakceptacji i zrozumienia.
Niech są łagodne i czułe.
Niech nas budują.

W ten sposób położymy fundament pod pełnego, prawdziwego, szczęśliwego siebie.

 

 

Comments

comments